środa, 2 lipca 2014

Rozdział 7

 Siedziałam na taborecie, przed niedużym lustrem. Sięgnęłam po małe pudełeczko, w którego zawartość zanurzyłam swój wskazujący palec. Przejechałam nim po policzkach, po chwili na obu miałam poziomą, białą kreskę. Powtórzyłam swój ruch, tyle że tym razem za pomocą czerwonej farbki do twarzy. Namalowałam dwie flagi narodowe. Posmarowałam jeszcze usta czerwoną farbką. Już jestem gotowa. Ostatni raz spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Makijaż kibica, bordowe rurki, koszulka Reprezentacji Polski z liczbą 16, szalik z na szyi, czyli wszystko, co charakteryzowało moje pochodzenie. Od pół godziny miałam przyspieszony oddech, zaczynają towarzyszyć mi emocje, ale to dopiero przedsmak tego, co będzie się działo za około 1,5 h! Poszłam odwiedzić pokój chłopaków. Podobnie jak ja, byli gotowi do wyjścia i- co najważniejsze, do kibicowania. Przylecieliśmy do Warszawy na 3 dni w składzie ja, bracia Kot, Kubacki i Miętus na mecz fazy grupowej Euro 2012 Polska-Rosja. Zatrzymaliśmy się w domu kolegi Maćka i Kuby, nieopodal Stadionu Narodowego, na którym rozegra się spotkanie. Gdy tylko pojawiłam się w drzwiach pokoju, Krzysiu posłał mi szeroki uśmiech. Ja odwzajemniłam mu to śmiechem, gdyż ujrzałam na jego głowie biały kapelusz z napisem ,,miętowy kibic krzysiek”.
-No co? Przyznaj, że to piękne odzienie mojej głowy!-przewrócił teatralnie oczami Miętus.
-Oczywiście, przyznajemy ci absolutną rację-odezwał się Dawid, którego twarz była malowana farbą przez Kubę.
-Nie wierć się, bo prostokąt będzie nierówny!-przywrócił kolegę do pionu starszy z Kotów. Młodszy zaś po chwili zadał mi pytanie:
-Rano cię nie było w domu długo, co robiłaś?
-Rano? Ach tak, przecież po imprezie w stolicy godzina 12 to rano...-odpowiedziałam z grymasem.
-Przecież byłaś z nami wczoraj w nocy-powiedział Krzysiek trochę wybity z tropu.
-Do 21 tak, później poszłam do domu. Nie jestem zdziwiona, że nie pamiętacie. Trochę zabawiliście się z czeskimi kibicami...-zaczęłam się śmiać.
-Ale kaca chociaż nie mamy! Będziemy kibicować równie zdrowo!-dodał swoje pięć groszy Kuba.
-Dobra, dobra, ale gdzie o 12 byłaś?-jak widać Maciej nie chciał zostawić tego tematu niedokończonego.
-Poszłam sobie zrobić paznokcie u kosmetyczki-po tych słowach wystawiłam mu swoją dłoń, prezentując paznokcie z wymalowanym orłem. Majstersztyk!
-Skoro jesteśmy gotowi to już chodźmy, chcę tam być jak najdłużej!-krzyknął Kubacki, który nareszcie też miał wymalowaną buzię.
-Ale jeszcze zróbmy sobie wszyscy pamiątkową fotkę, choć liczę, że niejedna dzisiaj będzie-wyjął z kieszeni swojego Samsunga Kuba.
 Po selfie wyszliśmy z domu i w drogę na stadion! Ulice Warszawy tętniły życiem, oprócz wiodących prym polskich (w sumie to logiczne) kibiców, było tutaj bardzo dużo Rosjan. Całe miasto biło w rytmie przyśpiewek biało-czerwonych. Na pewno nie będę żałować dzisiejszego wieczoru, towarzyszy mi radość i tylko podobne do niej uczucia. Także śpiewaliśmy piosenki- Endless Summer Oceany, Koko Euro Spoko Jarzębiny i Czyste Szaleńswo Libera i InoRos.  Celem naszego kilkunastominutowego spaceru był Stadion Narodowy- ten cel właśnie osiągnęliśmy. Przeszliśmy przez bramki po okazaniu biletów, kontrolach, od teraz jesteśmy w sercu całego zamieszania. Obiekt wywarł na nas ogromne wrażenie, a jeszcze większe atmosfera tutaj panująca. Mimo początkowych obaw, to też dopiero faza grupowa turnieju, okazujemy się świetnymi gospodarzami. A każdy z nas jest częścią tego sukcesu. Weszliśmy już na stadion, szukaliśmy swojego sektoru, co było oczywiście najłatwiejsze, a potem swojego rzędu i miejsca. Reszta na szczęście też poszła nam łatwo. Zajęłam swoje miejsce, nasz sektor był w cornerze, który, jak się okazało, w pierwszej połowie będzie nasz. Czyli na razie z bliższej perspektywy będziemy oglądać strzały Rosjan na bramkę, w której stać będzie Przemysław Tytoń. Krzesełka były nawet wygodne, a Maciej się rozłożył jak w jakimś SPA. Chwilę potem już siedział normalnie, bo ściśnięty przez niego Krzysiek się na niego wydarł- szczęście w tym, od razu się pogodzili. Rozejrzałam się we wszystkie strony, na dłuższą chwilę zawiesiłam wzrok na murawie. Obie drużyny trenowały i rozgrzewały się przed meczem. Polacy ćwiczyli teraz strzały na bramkę z pierwszej piłki, po podaniu od kolegi. Akurat zadanie to udało się naszemu kapitanowi, Kubie Błaszczykowskiemu. Następnie Rybusowi, Lewandowskiemu... I tak dalej. Gdy komuś wyszedł strzał, wszyscy na trybunach wydzierali się ,,Goool''. Wkrótce piłkarze zeszli z boiska. To znak, że niebawem rozpocznie się mecz.
-Chłopaki, dziewczyny, co powiecie na hot doga?-wypalił Maciek.
-A hymn będziecie śpiewać z zapchaną parówą i bułką gębą? Oblepionymi sosem zębami? Poczekajcie trochę-odrzuciłam twardo, pomysł bruneta był na razie nie po drodze, jak to się mówi.
-Nie wypada w sumie, jakoś wytrzymasz, żarłoczny braciszku-poklepał go starszy brat po plecach.
 W tym momencie spiker zaczął przedstawiać wyjściowe jedenastki obu drużyn. Każde polskie nazwisko było gromko oklaskiwane przez kibiców. O, na boisku pojawili się Slavek i Slavko, maskotki tegorocznych mistrzostw Starego Kontynentu. A za nimi... Sędziowie i piłkarze! Na trybunach rozpętała się wielka wrzawa. Zawodnicy powolutku dreptali na środek murawy, trzymając za rękę dzieci z eskorty, wybrane w rozgłośnionej na całą Polskę akcji McDonald's. Też marzyłam jako małe dziecko, aby przejść te kilka minut u boku piłkarza. Wyobrażałam sobie, co teraz czują ci chłopcy i dziewczynki. To zapewne ich niezapomniane chwile na całe życie! Wszyscy ustawili się w jednym rzędzie. Pierwszy rozbrzmiał hymn Rosji. Czas, w którym można zrobić kilka zdjęć. Następnie to my przejęliśmy pałeczkę- kibice na całym stadionie zaczęli śpiewać na całe swoje gardła Mazurka Dąbrowskiego. Nasi piłkarze tak samo. Królowała biel i czerwień! Po tej bardzo oficjalnej części drużyny przywitały się.
 Po kilku minutach rozległ się pierwszy gwizdek arbitra w tym spotkaniu! Podania, podania krążyły po całej długości boiska. Piłka dla nas, o, dla Rosjan, Wasyl przechwycił, znowu tracimy- w kółko. Gorąco dopingowaliśmy naszych. Polska gola! Oklaski, do wszystkiego podchodziliśmy bardzo uczuciowo. Z naszej piątki emocje najbardziej były widoczne u mnie, przez co Miętus często się chichrał.
-Ty lepiej patrz na to, co się dzieje na boisku-zaśmiałam się, gdy ten znowu komentował moje zachowanie. Jak mecz dobiegnie końca, to ja mu przypomnę jak wczoraj pijany chodził po klubach stolicy. Tak w ramach odwdzięczenia się! O! Faul na Lewym! Chwila wolna, z której skorzystał głodomor Maciek. Odwróciłam głowę w prawą stronę, ale zobaczyłam tylko puste krzesełko. Po pouczeniu odpowiedniego zawodnika Sbornej bez użycia kartek, sędzia wznowił grę. Minutę później przyszedł Kot, wręczając każdemu hot-doga i colę. Ja dostałam tylko colę, i bardzo dobrze, Kocur był przygotowany, że zapewne musiałby go jeść za mnie. Znamy się zaledwie kilka miesięcy(chodzi tu o mnie), a jesteśmy jak starzy przyjaciele, wszyscy! Bez wyjątków. Było kilka akcji pod bramkami obu drużyn, wszystkie bez większych skutków, gola. Wierzę, że dobrze nam pójdzie i zdobędziemy punkty. Mamy na bramce rewelację mistrzostw- bohatera rzutu karnego dla Greków, Przemka Tytonia. Obronił, a wtedy ciążyła na nim ogromna presja po czerwonym kartoniku dla Szczęsnego, każdy z nas to widział i wie. Otwarcie turnieju z Grecją zremisowaliśmy 1:1. Wiemy więc, że Lewy potrafi strzelać na Euro. 36 minuta meczu. Akurat Sborna wyruszyła na naszą bramkę. Polscy obrońcy wybili piłkę na rzut rożny. Zawodnik w czerwonej koszulce podszedł do cornera, po czym wykonał dośrodkowanie... O NIE! Alan Dzagoev strzela gola z główki. Przegrywamy z Rosją 0:1. Po niespełna dziesięciu minutach zakończyła się pierwsza połowa spotkania.
-Ajajajaj, trzeba będzie im coś strzelić-pokręcił głową Dawid, rozciągając się zarazem.
-Blondi, to logiczne że trzeba zdobyć bramkę wyrównującą? A potem może i zwycięską!-odpowiedział Kuba.
-Idę kupić jeszcze colę. A wy wstawcie coś na fejsa, żeby nasi kibice widzieli, gdzie jesteśmy!-wstał z miejsca Miętusek, wydając nam polecenie.
-Wstawimy jak będzie remis!-machnął ręką Maciek.
Zaraz po Krzyśku ja też opuściłam chwilowo swoje miejsce. Poszłam skorzystać z toalety. Nowe, ładne były... Najcichrze miejsce na Narodowym, trzeba korzystać z chwili, bo zaraz znów będą mnie otaczać wrzaski, krzyki, śpiewy i tym podobne. Jest 12 czerwca, oby Reprezentacja Polski śmiała się jako ostatnia. My na pewno pomożemy! A jak to piłkarze wykorzystają... W szatni zapewne trener Smuda tłumaczy swoim podopiecznym, jak mają grać w następnych 45-ciu minutach spotkania. Postanowiłam zadzwonić do swojej siostry, która mieszka i studiuje akurat w Gdańsku- kolejnym z miast gospodarzy UEFA Euro 2012.
-Cześć-pierwsza się przywitałam.
-Przegrywamy, wiem, oglądam-odpowiedziała prosto Karolina.
-Ty przed telewizją, a ja na żywo! Wiesz, jakie emocje? Mówię ci, wygramy ten mecz-krzyknęłam do swojego Iphone'a, to znaczy do siostry.
-Czyli że meczu Hiszpanów z Chorwatami na mojej PGE Arenie żałować nie będę?-zaśmiała się Karola.
-Będziesz szczęśliwa, że tam się znajdziesz. Nawet strefy kibica nie oddają tego, co dzieje się na stadionie-odpowiedziałam dumnie.
-Będę kibicować Hiszpanom!-odparła z jeszcze większą dumą w głosie.
-La Furia Roja... Ja też, tyle że przed tv-powiedziałam-jak tam kibice z innych krajów?
-Hiszpanie i Irlandczycy są super! Opowiem ci więcej, jak do mnie przyjedziesz!-krzyknęła Karolina.
-Wtedy to Klaudia Krzatkowska będzie w Planicy i Kuopio, niemożliwe, bo skoczkowie zaczynają treningi na trawie-burknęłam.
-Szkoda, może byś sobie akurat znalazła przystojnego Hiszpana. Dużo tu takich!-zaczęła znowu mi gadać o niewiadomo czym.
-O mnie się nie martw, o mnie się nie martw, ja sobie radę dam...-zanuciłam tekst piosenki, który w sam raz pasował do sytuacji.
-Oby nasi piłkarze też sobie radę dali, żeby wyrwać punkty Rosji!-dopowiedziała czarnowłosa.
-Dadzą radę. Ogółem to dzięki, że mi przypominasz, ja muszę wracać na drugą połowę!-po tych słowach pożegnałam się. Wróciłam do chłopaków, wszyscy pili colę, którą solidarnie zapewne kupił Krzysiu.
-Dla ciebie też jest-podał mi czerwony kubek z napisem ,,Coca Cola'' Dawid Kubacki.
-Merci-uśmiechnęłam się-z pewnością przyda się na zjechane gardło.
-Uroki kibicowania, znamy to z siatkówki!-kiwnął twierdząco głową Maciek równocześnie z bratem. Telepatia braterska? Na to wygląda.
-O, już piłkarze wchodzą na murawę-wskazał palcem na boisko Miętusek, gdzie po komunikacie kolegi nasze oczy błyskawicznie się skierowały.
 Sędzia rozpoczął drugą połowę. Składy obu drużyn takie jak w pierwszej części spotkania, bez zmian. Od Tytonia po Lewandowskiego, jeśli chodzi o Polaków. Śpiewaliśmy ,,Chcemy gola!'', teraz to każdy z moich kolegów, przecież też świetnych sportowców, emocjonowali się jak ja.
 Trochę zaczęły nam drżeć serca, nasi wschodni sąsiedzi mieli małą przewagę w posiadaniu piłki, zwanej na tych ME- Tango 12. Zbliżała się powolutku magiczna 60-ta minuta. Przejęliśmy piłkę. Serca przestały drżeć, tylko zaczęły gorąco bić. Może właśnie teraz? Piłkę miał przy nodze Ludovic Obraniak, który genialnie podał do Kuby Błaszczykowskiego. Przerzucił tango na lewą nogę i strzelił na bramkę z dystansu... Strzela gola!! Kapitan wyrównuje!! Po asyście Obraniaka strzela przepiękną bramkę! To jedna z najpiękniejszych bramek tych mistrzostw, jeśli nie najpiękniejsza! Momentalnie cały stadion zerwał się z miejsc i zaczął krzyczeć: Gooooooooool! Zapanowała euforia, niesamowita radość.




-Teraz zróbmy mistrzowskie selfie i wstawmy je na fejsa!-krzyknął radośnie Kuba.
Fotka w sekundę została wielokrotnie polajkowana. Kibice od razu się ożywili, za sprawą najwspanialszego kapitana na świecie! Zaczęła się kilkukrotna seria meksykańskiej fali. To się nazywa mecz! Chwilami było dramatycznie, ale wyrównaliśmy! Może tak powalczyć o wszystkie 3 punkty? Teraz możemy wszystko, wszystko jest możliwe. Polska! Polska! Polska! Oklaski, piosenki śpiewy, my, polscy kibice nigdy nie zawiedziemy!
 Czas leciał, trenerzy obu zespołów dokonali już po dwie zmiany. Stan remisu trwa cały czas. I... Na tablicy widzimy, że sędzia doliczył trzy minuty do podstawowego czasu gry. Tak, minęła 90 minuta. Faul na polskim zawodniku... Rzut wolny. Szansa na objęcie prowadzenia, możliwe, że jedna z ostatnich. Ale jeszcze przed tym Franciszek Smuda wprowadza na boisko Pawła Brożka. On będzie wykonywać stały fragment gry? Chyba tak. Zdjęty z boiska Obraniak raczej nie jest zadowolony z decyzji trenera, wściekle kopnął butelki z Powerade'ami... Mniejsza z tym, mamy okazję teraz! Która niestety nie zaowocowała golem. Ostatnie kopnięcia i ostatni gwizdek! Jeden punkt do konta, łącznie 2. Liczymy za kilka dni na triumf z Czechami we Wrocławiu! Nas już tam nie będzie, ale obejrzeć w telewizji albo tablecie to obowiązek.
 W dobrych nastrojach zeszliśmy na dół. Przepchaliśmy się przez tłum, fotoreporterów, dziennikarzy... W sumie to nie powinniśmy chyba aż tak iść blisko szatni, bo nie mieliśmy do tego upoważnienia. Ale ludzie i ochrona poznali, kim jesteśmy, takie miałam odczucie. I dlatego właśnie wbiliśmy w vipowską sferę! Niedługo mieli nadejść przebrani piłkarze.
-Ach, te twoje pomysły... Nie wiedziałem, że tak ryzyko lubisz!-szepnął mi do ucha Dawid.
-Zależy kiedy, poza tym lubię czasem zaskakiwać-puściłam oczko blondynowi.
-Najważniejsze, że się udało-dodał Maciek.
-Już idą!-powiedział Krzysiek, który, jak się okazało jest dobrym informatorem.
-Wiecie co, to może tak trochę się rozejdziemy?-zaproponowałam skoczkom.
-Tak, to będzie najlepsze rozwiązanie-kiwnął głową młodszy Kot.
-Albo... Jak wam się znudzi, to nie czekajcie na mnie. To dla mnie potrwa długo-uśmiechnęłam się.
-Zgoda-zaśmiał się Kubacki.
Poszłam razem z Maćkiem zrobić zdjęcie z pierwszym piłkarzem, który pojawił się na horyzoncie, Marcinem Wasilewskim. Miły, poznał z twarzy Kota, powiedział też że trzyma za nas kciuki w sezonie PŚ i MŚ w narciarstwie klasycznym. Potem Kocur poszedł do Dariusza Dudki, a ja zauważyłam Obraniaka. Szedł ze spuszczonym wzrokiem, iż to piłkarz francuskiego pochodzenia, pomyślałam, że szybciej zrozumie mnie po francusku.
-Excuse-moi?-lekko się uśmiechnęłam.
Zawodnik klubu Girondins de Bordeaux popatrzył na mnie nieco zdezorientowany. Dziewczyna w polskich barwach mówi do niego po francusku. Zaczęłam machać telefonem, ale on nie ogarniał. Chyba tą akcję widziało dwóch innych piłkarzy, którzy znaleźli sposób na rozwiązanie nieporozumienia.
-Ooo, a kogo my tu mamy?-krzyknął na cały korytarz Kuba Błaszczykowski z Łukaszem Piszczkiem u boku. Podeszli do mnie i do skoczków.
-Przyszliśmy wam pokibicować!-odpowiedział wesoło Kuba Kot.
-Skoczkowie do nas zawitali, niezmiernie nam miło-pokręcił głową uszczęśliwiony kapitan.
-I fizjoterapeutka skoczków-dodał Piszczek, po czym popatrzył na mnie z uśmiechem.
-Zimą my też oglądamy z pasją konkursy skoków, po meczach w Dortmundzie-powiedział blondyn.
W tym momencie zauważyłam, że nie ma już tutaj Obraniaka. Zdjęcie tylko chciałam, a on poszedł!
-To nam też miło, przemiło-zaśmiał się Dawid.
-Dobra, ja jestem Kuba, ale można i Błaszczu-podał rękę każdemu z chłopaków. Wszyscy się przedstawili, wkrótce i mi się przedstawił kapitan. Zaś jego przyjaciel zaczął ode mnie:
-Piszczu, albo mów mi po prostu Łukasz, jeśli chcesz-podał mi rękę.
-Klaudia...-nieśmiało odpowiedziałam. Nigdy mi się nie śniło, żeby piłkarze mi się przedstawiali. Mi, najnormalniejszej dziewczynie na świecie, jak mi się wydawało, ostatniej w kolejce do takich rzeczy!
-Zapomnieliśmy!-wydarł się Maciek-dziękujemy Kuba za taką śliczną bramę!
-Śliczna, bo dla mamy... Dla niej-westchnął piłkarz. Szkoda mi było chłopaka, miał dość smutne dzieciństwo, wychowywała go babcia.
Z daleka nadchodził Lewandowski. Krzyknął do kolegów, z którymi gra także w jednym klubie, Borussia Dortmund:
-Zostawiliście w szatni swoje korki!
-Serio? To musimy spadać! Miło nam było was osobiście poznać!-pożegnał się z nami Piszczu.
Potem krótka rozmowa z Lewym, resztą piłkarzy... Było tak, jak przypuszczałam. Chłopcy wkrótce się znudzili, gdy już obeszli wszystkich- postanowili wrócić do domu. Przed wyjściem z obiektu Maciek szepnął mi do ucha:
-Tylko uważaj na siebie...
-Co ty, myślisz że ja nie dam rady przejść przez Warszawę? Za nisko mnie cenisz-wystawiłam język obrażona.
-Wysoko cię cenię, ale wiesz o co mi chodzi-odpowiedział Kocur z troską w głosie.
-Tak, wiem, złodzieje, mordercy, zboczeńcy, pijacy, chuligani...-zaczęłam znudzona wymieniać-nie zachowuj się jak moja mama!
-No doobra, pa-poszedł sobie brunet.
Gdybym wiedziała, że po wywiadach z zawodnikami reprezentacji dziennikarze rzucą się na mnie, zrobiłabym to samo. Wypytywali, co sądzę o meczu, a także o przygotowania do sezonu letniego i zimowego, kondycję podopiecznych Kruczka i tak dalej. Po wyrwaniu się z tłumu, zaczęłam zmierzać do wyjścia ze stadionu. Zauważyłam jednak z daleka Ludovika. Może teraz zrozumie, o co mi chodzi i da mi swój autograf... Zawołałam (po francusku) w stronę piłkarza:
-Obraniak, zaczekaj!-na te słowa obrócił się-ja chciałam tylko autograf, a myślałam, że po francusku szybciej będzie.
-Nie ma problemu, a, no i przepraszam za moje wcześniejsze nieogarnięcie. Byłem nieco rozkojarzony-odpowiedział.
-Rozumiem... To może zacznę od zdjęcia?-spytałam, wyjmując swój telefon z torebki.
-Okej-uśmiechnął się lekko ,,Ludo''. Po zrobieniu zdjęcia spytał:
-A ten autograf to gdzie chcesz? Masz coś do tego?
Zajrzałam do torebki w poszukiwaniu kartonika. Nie było, wszystkie podpisane. Szukałam czegoś innego chociaż- nic.
-Eee, no nie, ale ta koszulka może być-wskazałam na bluzkę reprezentacji w piłce nożnej, którą miałam na sobie.
-Ktokolwiek ci się tutaj podpisał? A przynajmniej Kuba, którego to jest koszulka?-uniósł brwi piłkarz.
-Nikt mi się tutaj nie podpisał-skrzyżowałam ręce trochę wkurzona sytuacją.
-Poczekaj... Mam w torbie nieużywany komplet piłkarski, dam ci górę i się podpiszę od razu-zaczął grzebać w swojej torbie Obraniak.
-Naprawdę?-zdziwiłam się-nie będzie ci brakować?!
-Mam jeszcze komplety, dużo kompletów... Proszę-podał mi koszulkę z autografem.
-Dziękuję! Do widzenia, powodzenia z Czechami!-uśmiechnęłam się wesoła.
-Nie dziękuję!-zaśmiał się piłkarz, zdobywca dzisiejszej asysty przy golu Błaszczykowskiego.
 Odetchnęłam z ulgą. Chyba mogę już wracać! Mam nadzieję, że nikt mi nic nie zrobi na Pradze czy na innej warszawskiej dzielnicy. Trudno, nie chcę się przejmować, w sumie to i tak po mieście chodzi pełno kibiców wracających ze stadionu albo strefy pod Pałacem Kultury i Nauki. W nastroju dobrym, wróciłam do domu. Gdy jutro wrócimy do Zakopca, to później Wisełka i treningi na skoczniach w całej Europie... W bardzo również przyjemnej formie. Pływanie, i inne atrakcje- w końcu jest lato! Wielkimi krokami zbliżamy się do LGP, a nieco mniejszymi... Do Pucharu Świata. Nie mogę się doczekać swoich pierwszych konkursów w roli fizjoterapeutki skoczków!


Jest. Nie mogłam się powstrzymać. Musiałam opisać Euro 2012! Trochę się rozpisałam, może dla jednych długie rozdziały są gratką ;) A co do tych drugich: postarajcie się mi wybaczyć... Pomysł na rozdział tym bardziej napędził fakt, że właśnie jest mundial w Brazylii. 
Co o tym myślicie? Śmiało komentujcie :)
Obiecuję, że od teraz temat skoków będzie na pierwszym miejscu na tym blogu! 

Klaudia

6 komentarzy:

  1. Klaudia, no, no, no !!
    Super !
    A wiesz, że w gimnazjum będziemy razem w klasie ?!



    http://moniasonia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow dzisiaj znalazłam to opowiadanie i jest po prostu świetne! Nie dodałam komentarzy przy poprzednich rozdziałam bo za bardzo się wciągnęłam :D Mam nadzieję że na treningu w Planicy główna bohaterka pozna mojego ulubionego skoczka (oczywiście zaraz po Stochu) Cene Prevca ;) Chyba będzie taka możliwość skoro jest bratem "przyjaciela" Klaudii, no nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że wciągnęło! ;) Co do Cene.. Uchylę rąbka mini tajemnicy- brat "przyjaciela" (:D) Klaudii pojawi się już w następnym rozdziale :3 Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Jeszcze jedno ważne pytanie: Kiedy będzie następny rozdział? Naprawde nie mogę się doczekać, szczególnie przez to że będzoe Cene <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się jak najszybciej go dopracować i opublikować ;)

      Usuń

Śmiało komentujcie, przedstawiajcie swoje opinie! ;)