czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 8

 Wielkimi krokami zbliża się Letnie Grand Prix, do inauguracji w Wiśle zostały już tylko ponad dwa tygodnie. Na belce akurat usiadł Kamil Stoch. Chwilę później, na polecenie trenera Kruczka wykonał swój skok.
-Ładnie, ładnie!-powiedział pod nosem Łukasz, zadowolony z próby podopiecznego.
-Daleko i stylowo-dodałam, zapisując równocześnie notatkę do teczki dotyczącej Stocha.
 Trening na słoweńskiej skoczni przebiegł bez żadnych problemów. Tak, słoweńskiej, przez najbliższych kilka dni będziemy trenować w Planicy. Wielkie zgrupowanie, obecne są wszystkie reprezentacje, które na poważnie biorą duże sukcesy w nadchodzącym sezonie zimowym, a także letnim, który rozpocznie się niemal za chwilę. Polscy skoczkowie skaczą bardzo dobrze, widać, że są w formie. Oby ona przetrwała do końca listopada, a w sumie to do marca!
Wróciliśmy do swoich pokoi. Tylko na chwilę, bo dzień jest nieznośnie upalny. Kto będzie siedzieć w pomieszczeniu, które za chwilę przeistoczy się w istną saunę? Każdy zapewne będzie chciał przejść się po okolicy, między innymi ja. Przebrałam się w jeszcze krótsze spodenki niż miałam (na trening też bym je założyła, ale... Wydaje mi się, że są krótsze, niż powinny być do mojej pracy), koszulkę na ramiączka z cieńszego materiału, wzięłam torebkę i wyszłam z pokoju. Zbliżyłam się do schodów, jednak z góry usłyszałam znane mi, roześmiane głosy. O nie. To Austriacy... Jeśli jak najszybciej stąd nie zniknę, to nie będę miała życia do północy następnego dnia. Już trzy razy to przeżyłam, kolejnego jak na razie nie chcę. Schodzili na dół, czyli w moją stronę. Momentalnie rzuciłam się w bieg ze schodów. Pędziłam, ile tylko sił w nogach. Słyszałam, jak rozmawiali, żeby mnie poszukać, bo mają ochotę ze mną ,,poimprezować" a potem wymyślili konkurs, kto najszybciej zbiegnie ze schodów. Czy oni czytają w moich myślach?! Zadarłam głowę do góry, sprawdzając, co się tam dzieje... Ała! Niechcąco na kogoś wpadłam i chyba właśnie leżałam na tej osobie. Bałam się początkowo unieść swój wzrok do góry, ale wkrótce to zrobiłam. Osobą, którą ,,poszkodowałam" był... Karl Geiger.
-Kurde, strasznie cię przepraszam!-nerwowo, w ciągu chwili odskoczyłam. Zrobiłam się purpurowa na twarzy ze wstydu.
-Pomożesz mi może wstać?-odrzucił niemiecki skoczek. Podałam mu po chwili rękę. Gdy wstał i się otrzepał, dodał-co tak cię spłoszyło z tych schodów?
-Eee... Pewni skoczkowie. Nic ci nie jest?-spytałam niepewnie.
-Nie, coś ty. Jestem cały i zdrowy-uśmiechnął się chłopak. Nareszcie, bo już zwątpiłam.
-To super, ja się niestety śpieszę więc pa i jeszcze raz przepraszam!-wyszłam pośpiesznie z budynku, gdy tylko usłyszałam, jak chyba Fettner krzyknął ,,start".
Kilka minut później, w pełni spokojnym już krokiem, spacerowałam po miasteczku. Kręciło się tutaj sporo turystów, jak i tutejszych. Przeszłam koło jednej z wielu znajdujących się tutaj restauracji. Zachciało mi się czegoś niezdrowego... Na początek zamówiłam bananowe smoothie w nadziei, że ochota na pizzę, zapiekankę lub inne danie tego typu mi przejdzie. Wybrałam miejsce na tarasie na zewnątrz lokalu. Piłam swój napój, grając zarazem w Pou (tak sobie...).
-Zgadnij, kto to!-nagle ktoś zakrył mi oczy i krzyknął.
-Mam już dosyć niespodzianek na dzisiaj...-jęknęłam bezradnie-Jaka?
-Brawissimo!-usiadł obok Słoweniec-wiesz, co? Kiedy my ciebie nie spotkamy, to ty wiecznie siedzisz sama w barach i coś pijesz! Rozumiem, że z kimś, ale samotnie?
-Czemu nie?-wzruszyłam ramionami.
-Bo musisz nas zawsze ze sobą zabierać, kochanie-odpowiedział Hvala.
-Już rozumiem, nie musisz się o to martwić. Kochanie...-wybuchłam śmiechem. Chłopak od razu do tego się dołączył.
-Oj, przeze mnie chyba przegrałaś-młody Słoweniec wskazał na ekran mojego telefonu. No tak, czas się skończył. Wyłączyłam Pou, po czym schowałam telefon do kieszeni.
-Co u ciebie słychać?-spytałam pogodnie.
-Wiesz, że tu zaraz przyjdzie Peter?-uśmiechnął się Jaka.
-Już idzie...-szepnęłam.
Szatyn posłał nam szeroki uśmiech, obok niego szedł chyba jego brat.
-Fajnie, że jesteś! Poznaj tego chłopczyka-wskazał Pero na jego towarzysza.
-Cześć, jestem Cene Prevc, młodszy brat Petera-podał mi rękę Słoweniec-miło mi ciebie poznać, Pero dużo mi o tobie opowiadał!
-Mi też jest miło ciebie poznać. Opowiadał o mnie, doprawdy? Tak samo jak dla Jaki. Co jak co, ale nie potrafisz trzymać języka za zębami!-spojrzałam na starszego Prevca. Ten w odpowiedzi tylko przewrócił z uśmiechem oczami i usiadł obok mnie. Cene zajął zaś miejsce obok Hvali.
-Nawet się z nami nie przywitałaś, odkąd tu wszyscy jesteśmy-rzucił nieoczekiwanie szatyn.
-Wybacz, tak wyszło. Będziecie coś jeść?-spytałam po niezbyt rozbudowanej odpowiedzi.
-Raczej nie przyszliśmy tutaj po to, żeby tylko sobie posiedzieć!-zaśmiał się Cene.
-No tak, racja. Tak się składa, że i mi głód doskwiera-odparłam.
-To co, może pizza?-zaproponował Jaka.
-Nie, bo książę się obrazi, po równo nie będzie dla piątki-burknął Peter. Nie za bardzo to zrozumiałam, ale trudno.
-Jak weźmiemy te małe to wyjdzie po jedną na głowę i nikt się nie obrazi, a szczególnie książę-powiedział młodszy z Prevców.
Zmieniliśmy potem temat dyskusji, bo Słoweńcy chcieli jeszcze poczekać z zamówieniem. Rozmawialiśmy o samochodach, potem o innych dziwnych rzeczach, a teraz przeszło na... Kataklizmy. Tak, trzęsienia ziemi, tsunami, powodzie, tornada i inne nieprzyjemne dla ludzi zjawiska. W pewnym momencie do stolika podszedł nastoletni chłopak, jak zgaduję, najmłodszy z braci Prevc?
-Witaj Domen!-wrzasnął na całą ulicę Hvala.
-Siema-odpowiedział. Po chwili spojrzał na mnie i krzyknął-a to kto niby jest?!
-Nie widzisz durniu, że ma na bluzce polskie logo? Logiczne, że Klaudia nie jest Słowenką-rzucił w stronę brata, którego zachowania nie rozumiem, Cene.
-Usiądź lepiej na tym krześle i się uspokój-powiedział Pero.
Domen posłuchał się, po czym spojrzał na moje spodenki i nogi (chyba wzięłam jednak krótsze, niż powinnam), a potem na Petera, do którego się zwrócił:
-Czy to twoja nowa zdobycz? Muszę ci przyznać, że się postarałeś!
-Co?!-mało co nie wyplułam na nastolatka swojego smoothie.
-Skąd taki pomysł?-spytał rozbawiony Pero.
-Tak sobie pomyślałem, sorry!-bąknął Domen  podirytowany.
-Co tak się denerwujesz dzisiaj?-uniósł brwi Hvala.
-Domen dojrzewa i ma wahania nastrojów... Albo już całkiem kryzys wieku średniego przeżywa-zaczął śmiać się ,,środkowy" Prevc.
-Nie! Przed chwilą zobaczyłem, jak moja dziewczyna tuliła się do innego, na moim miejscu też chyba nie byłbyś radosny i milutki?!-wrzasnął chłopak.
-Co zrobiłeś? Wybiłeś temu chłopakowi zęby czy się rozpłakałeś?-parsknęłam śmiechem, starając się trochę odgryźć Domenowi.
-Ty sobie kpisz?-odparł na to.
-Nie, jestem po prostu wielce ciekawa, jak zachowujesz się wobec swoich zdobyczy-powiedziałam, popijając owocowy koktajl.
-Przeszłem obok tego obojętnie, a przed chwilą napisałem jej, że z nią zrywam. Oczywiście nie podałem powodu-rozjaśnił naszą niewiedzę najmłodszy Prevc.
-Jesteś dzisiaj strasznie brutalny, zdenerwowany i niemiły. Gdzie się podział ten słodziutki, milutki Domen?-westchnął Jaka.
-Nie mam humoru. I ona jeszcze jest dla mnie podejrzana-wskazał na mnie palcem Domen.
-Palcem się nie wskazuje-złapał się za głowę Cene-co niby jest w Klaudii podejrzanego?
-Ona i Peter kłamią.
-W związku z czym, jeśli mogę wiedzieć?-spytałam.
-Wy coś ukrywacie!-krzyknął nastolatek-jesteście razem, ale nie chcecie mi tego powiedzieć!
-O, dobrze wiedzieć, braciszku-zaśmiał się cicho Cene, patrząc na starszego brata.
Ten dużo młodszy ode mnie chłopczyk zaczynał mnie już bardzo denerwować. Co on sobie wyobraża? Już raz dziś było powiedziane, że nie. Czułam się strasznie niezręcznie w tej sytuacji, Peter zapewne też. Miałam wielką ochotę wytłumaczyć Domenowi wszystko dosadnie, ale ze względu na miejsce, sytuację i fakt, z kim jest rodziną, nie mogę tego zrobić. Albo najzwyczajniej na świecie nie wypada.
-Skończ już ten temat, bo nie wiem, co ci zaraz zrobię-warknął chyba już wściekły Pero. Przynajmniej on może sobie na to pozwolić.
-No właśnie. Chyba mieliśmy coś zamawiać?-powiedział ,,środkowy" Prevc, po tym, jak porozumiewał się z Jaką cichą i dyskretną rozmową przez ucho.
-Po jednej małej pizzy dla każdego. Kto jaką chce?-oznajmił Hvala.
-Dla mnie hawaii-odezwałam się jako pierwsza.
Każdy podał, jakie chce dodatki, po czym Cene wstał z krzesła i powiedział:
-To ja pójdę i zamówię wszystko-po chwili odszedł.
-Ja już go lubię-zaśmiałam się-kulturalny, miły, uczynny i w dodatku jeden z waszych najlepszych juniorów.
-Wszystko, co powiedziałaś jest prawdą-kiwnął twierdząco głową Peter.
-Jaką masz posadę w polskiej reprezentacji?-spytał po chwili ciszy Domen. Ujarzmiony? Niemożliwe...
-Jestem fizjoterapeutką naszych skoczków-odparłam.
-Od kiedy lubisz skoki?-pytał dalej.
-Jak miałam zaledwie 5 lat. Ale Peter, Jaka czy Cene jeszcze wcześniej...-uśmiechnęłam się-a ty też chcesz skakać?
-Domen jeszcze się nie określił-powiedział Pero.
-Nadal nad tym myślę-nastolatek lekko uniósł swój lewy kącik ust do góry. Pierwszy raz się uśmiechnął, odkąd go poznałam(!).
Właśnie wrócił uśmiechnięty od ucha do ucha Cene. Ten to jest pozytywnie nastawiony do życia! W sumie, dlaczego miałby nie być, przecież ma dopiero 16 lat.
-Nasz zdrowy obiad prosto z healthy blogów powinien być za mniej niż pół godziny. Co jak co, ale w tej pizzerii jest bardzo dużo piecy-powiedział wesoło.
-W sam raz na dużą ilość klientów!-zaśmiał się Domen. Tak, zaśmiał się, nawet przetarłam oczy z wrażenia.
-Głodnych klientów...-jęknął Jaka.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać w niebogłosy, oprócz cierpiącego głodomora Hvali.
Po jakimś czasie otrzymaliśmy swoje przysmaki, wywodzące się swoim pochodzeniem z Italii. Szczerze mówiąc, podobnie jak mój kolega obok byłam głodna, więc szybko zabrałam się za jedzenie. Podobnie jak reszta. Towarzyszyły nam przy tym przeróżne rozmowy. Nagle Jaka zwrócił się do mnie:
-Czy to prawda, że byłaś niedawno na meczu z polskimi skoczkami? Na Euro 2012 dokładnie?
-Tak, był to mecz Polski z Rosjanami-odpowiedziałam.
-Chyba remis był, nie?-spytał Cene.
-Remis 1:1. Po meczu wtargnęliśmy po cichu tam, gdzie byli dziennikarze i reporterzy oraz piłkarze, mimo, że nie mogliśmy tam wejść-zaczęłam się śmiać-ludzie nas chyba poznali, więc bez trudu nam się udało sprawić sobie kilka pamiątek.
-A masz dla nas jakieś autografy?-wypalił Hvala.
-Że co?-parsknęłam śmiechem z lekkiego zaskoczenia-a miałam wam jakieś dać? Dobra, na LGP w Wiśle każdemu coś podaruję.
-Jesteś wspaniała!-dostałam buziaki w policzek równocześnie od siedzących obok Pero i Jaki, którzy równocześnie to wykrzyknęli.
-Nie ma problemu...-cicho powiedziałam.
-Ale się zarumieniłaś-uśmiechnął się Cene.
Domen zaś zaczął znowu podejrzliwie patrzeć na mnie i swojego najstarszego brata. W odpowiedzi tylko przewróciłam teatralnie oczami. Wkrótce nadszedł czas, aby wracać. Słoweńcy akurat wybierali się jeszcze do pobliskiego parku, proponowali abym poszła z nimi, jednak wolałam już wrócić do ośrodka. Potem Cene z Peterem chcieli mnie odprowadzić, ale ja zapewniłam ich, że trafię sama na miejsce. Rzeczywiście z drogą nie miałam problemów, byłam już przed wejściem do hotelu. Niespodziewanie oberwałam po głowie szyszką i to mocno. Jęknęłam z bólu, obróciłam się, żeby zlokalizować jego sprawcę. Pusto. Ponownie się obróciłam w celu wejścia do hotelu... W tym właśnie momencie poczułam lekkie uderzenie w okolicy mojej klatki piersiowej... A chwilę później po moich ubraniach oraz ciele spływała mokra, zimna ciecz.
-Teraz to ja cię okropnie przepraszam! Wybacz, nie chciałem!-głos, który dzisiaj już słyszałam. Miałam ochotę go zabić. Uniosłam głowę do góry. Ujrzałam twarz Karla Geigera. W ręku trzymał pusty kubek po kawie mrożonej. Pusty, bo jego zawartość wylądowała na mnie.
-Masz wielkie szczęście, że wracam do hotelu!-warknęłam w złości.
-Ale nie bądź zła, ja ci wybaczyłem!-jęknął młodziutki Niemiec.
-Ale tobie nic się nie stało, a ja jestem przez ciebie oblepiona w jakiejś słodkiej kawie!-krzyknęłam.
-Tak? Będąc powalonym przez ciebie na podłogę mogłem sobie coś nadciągnąć lub złamać, hę? A jestem skoczkiem-uśmiechnął się podstępnie Geiger.
-No jakbym nie wiedziała, że jesteś skoczkiem-burknęłam-niestety muszę się z tobą zgodzić, więc ci też wybaczam.
-Coś dzisiaj często się spotykamy-zaśmiał się chłopak.
-Taa, aż drugi raz-kiwnęłam ironicznie głową.
-To może w ramach przeprosin mógłbym zabrać cię na kolację w Klingenthal na zakończenie Letniej Grand Prix?-zaproponował.
-Umawiasz się ze mną na kolację w październiku? Jest teraz lipiec...-skrzywiłam się na proponowaną datę spotkania.
-Najprawdopobniej tylko w Klingenthal będę, jeśli chodzi o LGP, dlatego tak śmiesznie-odpowiedział Geiger-a jeżeli nie chcesz, żebyśmy byli sami to wezmę ze sobą Andiego Wellingera i Marinusa Krausa!
-Okej, tylko że ja jeszcze ich nie znam i odwrotnie, oni też mnie nie znają!
-To ich poznasz! Czyli że zgadzasz się?-uśmiechnął się Niemiec.
-Dobra, niech ci będzie-odparłam-a teraz wybacz, ale muszę iść do swojego pokoju i zmyć z siebie twoją głupią kawę!
 Jak powiedziałam, tak uczyniłam. Od razu poszłam pod prysznic, a jeszcze przed tym zamknęłam drzwi na klucz, nie chcę nikogo już dzisiaj widzieć! Ubrałam się w świeże, czyste ubrania i poszłam rozłożyć się na kanapie. Włączyłam telewizję. Wszystko po słoweńsku, może jest chociaż angielskie BBC na jakimś kanale? Jest, ale właśnie się zepsuł telewizor. Wspaniale! To jeden z moich najokropniejszych dni, odkąd zostałam fizjoterapeutką. Naprawdę. Nie jestem przystosowana do takiej ilości pecha, gdyż wcześniej praktycznie go nie miałam. Jestem uważana jako wieczna szczęściara i ta, która albo dzięki sobie, albo przy minimalnej pomocy innych spada na cztery łapy. Mojego pierwszego pobytu w Planicy, tak wspaniałej skoczni Letalnicy, Velikanki... Nie zapamiętam zbyt miło. Dwa razy Geiger, kawa na ciuchach, wstyd, ucieczka przed Autami, niezręczna sytuacja wywołana przez zachowanie Domena, ból głowy po oberwaniu jakąś małą, głupią szyszką, niedziałająca telewizja, upał, teraz mnie w dodatku gardło rozbolało, co jeszcze?! Ja chcę do Polski... Doskonałym uwieńczeniem tego dnia byłby jeszcze zalew smsów od Michała! Nagle usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Spojrzałam nerwowo na ekran Iphone'a... Czy ten chłopak czyta mi w myślach?! Zignorowałam wiadomości od mojego byłego chłopaka, po czym wyciszyłam telefon i poszłam do pokoju obok, do Żyły i Kota. Sama jednak nie wytrzymam! A jest dopiero popołudnie...


Już jestem. Nie będę tłumaczyć egzaminami oraz samymi francuskimi zdaniami w głowie swojej nieobecności. Może chwilowy brak weny? Albo pewnego rodzaju lenistwo? Nie wiem ;( 
Rozdział o charakterze niezdarnym, dużo zarumienionych policzków i pierwsze niezadowolenie bohaterki, jeśli można tak to określić. Przepraszam za czekanie na tego posta i pozdrawiam! :))

Klaudia

2 komentarze:

  1. Wow no nie wierze, nie tylko Cene ale też i Domen zagościli w twoim opowiadaniu. Cene słodki, miły i kulturalny a Domen podejrzliwy o do tego ma okres. Po prostu kocham ich! Dziękuję, dziękuję, dziękuję :D Nie musisz sie przejmować bo rozdział jest naprawdę genialny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak na razie charaktery Cene i Domena się różnią, chociaż ten drugi ma nawet ,,charakterek" ;) Oboje jeszcze się pojawią, jednak Cene więcej. Dzięki za miły komentarz, pozdrawiam! :)

      Usuń

Śmiało komentujcie, przedstawiajcie swoje opinie! ;)