-Buu!-ktoś na mnie naskoczył od tyłu. Obróciłam się nieco przerażona. Super, to tylko był Piotrek. Z towarzystwem Maćka.
-Weź mnie nie strasz, bo zawału dostanę-powiedziałam.
-Idziesz na dzisiejszą imprezę?-zapytał Kot. Intryga związana z rzekomą ,,zazdrością" o Paulę dawno poszła w niepamięć polskich skoczków. Co mnie z resztą bardzo cieszy.
-Nie wiem, czy mam do tego humor-burknęłam, znów kopiąc małą kulkę śniegu, jaka napatoczyła mi się pod nogi.
-Racja, że jesteśmy ostatnimi, którym wypada balować... Ale może warto trochę odsapnąć na te kilka godzin?-popatrzył na mnie i na Macieja Żyła.
-Przecież nie możemy cały czas się stresować!-dodał Kot.
-A bez ciebie nigdzie nie pójdziemy-zakończył Wiewiór.
-To szantaż!-skrzyżowałam ręce i tupnęłam nogą jak małe dziecko.
-To jak?-oczekiwał mojej natychmiastowej odpowiedzi Maciek.
-Dobrze, dobrze. Pójdę na tę imprezę-przewróciłam teatralnie oczami-ale nie oczekujcie tam ode mnie nie wiadomo czego!
-Hurra, piątka Macieju!-wrzasnął Żyła, przybijając piąteczkę z Kocurem.
-Cicho bądźcie... Nie widzicie, że próbuję się tutaj zrelaksować?-szepnęłam.
-Nie wiem, czy znęcanie się nad tymi biednymi śnieżkami to relaks. W piłkarza się bawisz, czy co?-zaczął chichotać Kot.
-Tak, w bramkarza-odburknęłam.
Popatrzyłam na zegarek w swoim telefonie. W sumie to można już iść. Miałam na sobie pistacjową sukienkę z rękawem 3/4. Z fryzurą też nie zaszalałam. Po prostu kłos, którego zaplotłam dziś rano. Prawda jest taka, że wcale nie chce mi się tańczyć. Ale z drugiej strony to pierwszy przystanek PŚ w moim życiu, nie każdy mnie jeszcze zna... No pomyśleliby, że gbur. Więc iść raczej wypada. Pauliny już nie było, chciała szybko wyjść pół godziny temu, już gotowa. Co do dziewczyny- chyba przesadziłam ze swoją nieufnością. Okazało się po niecałych dwóch miesiącach, że nie jest ona taka zła. Owszem nadal zdarza jej się coś powiedzieć, co chwilowo mnie wyprowadza z równowagi i rzeczywiście mam wrażenie, jakby była z Kotem i często pojawia się wtedy, kiedy rozmawiam ze Słoweńcami, szczególnie często trafia akurat na Petera, dziwne... ale za to nie wchodzi mi w pracy w drogę, jest posłusznym pomagierem. Co prawda nie jest to moja siostra czy Ewa Stoch, ale też czasem da się z nią porozmawiać. Mam nadzieję, że nie zawiodę się na tej dziewczynie...
Wstałam z łóżka, po czym udałam się na imprezę. 3 minuty później weszłam do klubu. Spory, nieźle. Na samym początku podszedł do mnie uśmiechnięty od ucha do ucha Anders Bardal. Norweg, czyli tak jakby gospodarz całej tej balangi.
-Cześć, jestem Anders! Może od razu zaproszę cię na parkiet? Oczywiście, jeśli się zgodzisz-podał mi rękę norweski skoczek narciarski.
-W takim razie prowadź!-lekko się uśmiechnęłam-gospodarz chyba odpowiedzialny za rozkręcenie zabawy?
-Mniej więcej-odpowiedział wesoło Bardal.
Akurat leciała szybka muzyka. Po trzech piosenkach przemiły chłopak odprowadził mnie jak gentleman do polskiego stolika.
-Witajcie, przepraszam za mini spóźnienie-powiedziałam, zajmując swoje miejsce. Hula przysunął mi pod nos whiskey z colą.
-Na rozluźnienie atmosfery...-westchnął trener, popijając swój trunek.
-Słuchajcie, ja nie piję alkoholu. Wogóle-odparłam z poważną miną.
-Serio?!!-Pietras mało co przed tymi słowami nie wypluł tego, co miał w buzi na siedzącego naprzeciw Janka Ziobro. Moje słowa wywołały pospolite poruszenie wśród Polaków. Wstałam od stołu i poszłam do baru zamówić coś do picia, ale bez procentów. Po drodze spotkałam Toma Hilde. Następny z gospodarzy. Poznałam się z nim, a potem z przymusu, po jego kilkuminutowych błaganiach wzięłam malutkiego łyka norweskiego piwa. Ehh, wysokoprocentowe. Zrobiłam to pierwszy i ostatni raz. Wróciłam do stolika ze szklanką soku pomarańczowego. Moi przyjaciele rozluźnili atmosferę z tego, co dostrzegłam. Chociaż nasz stolik był i tak najcichszy ze wszystkich. Żartowali, co jakiś czas wychodzili na parkiet, ale najczęściej rozmawiali o wszystkim.
Zaczęło mi się wkrótce nudzić. Poszłam do baru na dłużej, czyli po prostu przy nim usiąść. Obok od razu dosiadł się Manuel Fettner.
-Hej śliczna!-krzyknął głośno.
-Nie podrywaj mnie, Blondi-wystawiłam język w stronę Austriaka.
-Ciężko chyba ci w głowie zawrócić...-westchnął Fetti, za co oberwał ode mnie kuksańca w bok-ale zatańczysz?
-Odpowiedź na te dwa stwierdzenia brzmi tak-zeszłam z podwyższonego krzesła. W tym samym momencie podszedli, że tak ujmę, Morgenzauer. Od razu zapytali mnie o taniec.
-Spadówa, ja byłem pierwszy!-objął mnie Fettner, tym samym izolując mnie od dwójki swoich kolegów.
-Ludzie z tunelami nie mają pierwszeństwa, możesz co najwyżej popatrzeć, jak ja tańczę z tą oto Polką!-chwycił mnie za rękę Gregor i to z nim tańcowałam jako pierwszym. Potem odbił mnie Morgi, następnie Fetti i tak właśnie zaczął się odbijaniec. Zatańczyłam z każdym z Austriaków, Polaków, Norwegów i Niemców. Wyjątkowo wspominać będę sobie taniec z Alexandrem Pointnerem! Szalony odbijaniec miał już dobiegać końca, ale właśnie trafiłam w ramiona Prevca. Zaczęły lecieć już spokojniejsze piosenki. Całe szczęście, bo zaczęło mi kręcić się w głowie od szybkich rytmów.
-Witaj, panie Prevc-uśmiechnęłam się.
-To co? Tańczymy razem do północy?-puścił mi oczko Słoweniec.
-Mhm, na siedząco chyba-burknęłam.
-Nastrój coś nie dopisuje mojej przyjaciółce...-spojrzał mi głęboko w oczy Peter. Ale on ma spojrzenie, te duże, błyszczące, zielonobrązowe tęczówki były niemalże hipnotyzujące...
-Niestety nie-spuściłam nisko wzrok-najchętniej bym stąd wyszła.
-Tak się składa, że mi też coś imprezowanie nie wychodzi-złożył usta w dziubek Pero, myśląc nad czymś-czy lubisz gorącą czekoladę?
-Nie rób mi smaka! Tak teraz wypiłabym taką, w dodatku posypaną cynamonem... Ale na nic lepszego od Jacka Daniel'sa, którego z resztą nie piję, nie mogę tu liczyć-rozmarzyłam się.
-Chcesz czekoladę do picia z cynamonem? Chodź-pociągnął mnie za rękę, wyprowadzając nas z parkietu, a zarazem klubu. Wróciliśmy oboje do hotelu, żeby założyć cieplejsze i wygodniejsze ciuchy (wszędzie pełno śniegu), a potem wyszliśmy na miasteczko. Gdzie on chce znowu iść?
-Idziemy do kawiarenki, gdzie robią wspaniałą czekoladę. Osobiście też ją uwielbiam pić-opowiadał Prevc.
-Rozumiem... Ale o godzinie 21? Czy to nie za późno?-skrzywiłam się, także ze względu, jak siarczysty mróz panował w Lillehammer. Tak szczypało w policzki, że masakra.
-Otwarte do 23. Wiem, późno, ale jeszcze bardziej cię zdziwi, ile osób tam jest. O tej porze właśnie-powiedział szatyn.
-W takim razie jestem ciekawa, jak będzie to wyglądać-odparłam.
Mimo mojej woli, zaczęła szczebiotać mi szczęka, a ja trzęsłam się. To wszystko było efektem dokuczającego mi niemiłosiernie zimna, co nie uszło uwadze dla Petera. Mocno wtulił mnie w siebie, szliśmy tak przez całą pozostałą drogę. O niebo lepiej.
-Jaki ty ciepły jesteś, chyba musisz mi posłużyć jako piecyk przez cały sezon zimowy!-zaśmiałam się.
-Haha, ja dziękuję za taką kostkę lodu!-odpowiedział wesoło-to za duże obciążenie dla mnie!
-O ty!-dźgnęłam Słoweńca w brzuch-zapamiętam to sobie, wredny Słoweńcu!
-Wredna Polko, chciałbym cię poinformować, że na miejscu jesteśmy-wskazał na piękny, wybudowany w góralskim stylu lokal. Zapierał dech w piersiach. Weszliśmy do kawiarenki. Wow, tylko jeden stolik był wolny. Akurat dla nas. Ciekawy był fakt, jak dużo tu jest osób, a jak tutaj jest cicho. To w sumie dobrze, mam dość hałasu na dzisiaj.
Niedługo czekaliśmy, aż dotrą nasze czekolady do picia posypane cynamonem. A jeszcze gratis dostaliśmy po kawałku pysznego, aromatycznego piernika.
-Mmm... Takiego rozgrzania potrzebowałam-przymknęłam oczy z rozkoszy-i jeszcze piernik. W prezencie!
-Super jest ta kawiarnia, często ją odwiedzam, jak jestem tutaj-kiwnął głową twierdząco Pero.
-Lepiej niż na imprezie. Wiesz, że wypiłam tam malutki łyczek piwa?-powiedziałam.
-Ty? Ktoś chyba musiał cię namówić!-ułożył zabawnie brwi Prevc. Zaczęłam się śmiać. Gdy się uspokoiłam, odpowiedziałam:
-Tom Hilde nalegał, więc nie miałam sumienia mu odmówić. Ale tamta chwila była okropna.
-Norweskie piwa są wysokoprocentowe, dobrze, żebyś wiedziała na przyszłość-zaczął chichrać się szatyn.
-Mogłeś mnie wcześniej uprzedzić...-bąknęłam, równocześnie przeżuwając pierwszy kawałek ciasta.
-Wiesz, co-zaczął Prevc-dziwne, jakbym na konkursie skoków myślał o piwie i mówił ci, ile ma procent!
-Ha, bardzo śmieszne-wystawiłam język-ale rację przyznać ci muszę. Nie należy myśleć o alkoholu podczas skakania, gdyż zagraża to twojemu życiu lub zdrowiu.
-Dokładnie tak-zaśmiał się szatyn.
Po jakimś czasie skończyłam swoją drobną, a jakże słodką kolację w postaci płynnej czekolady z cynamonem oraz kawałka piernika. Podobnie jak mój przyjaciel.
-I co, rozgrzało cię, zmarzluchu?-uśmiechnął się Peter.
-Tak bardzo, że chce mi się spaaaaaać...-przy ostatnim słowie zaczęłam ziewać.
-W takim razie muszę cię stąd ewakuować-pokręcił teatralnie głową Prevc.
-Koniecznie!-odpowiedziałam.
Słoweniec zapłacił za nas oboje, zostawił napiwek. Tak, znowu musiałam się z nim wykłócać, że to ja zapłacę, ale ten się uparł. Gdy wyszliśmy na uliczkę Lillehammer, Peter od razu mnie objął. Był już przygotowany, że mogę mi narzekać na chłód, szczególnie że było jeszcze później i po wypiciu rozgrzewającego napoju.
-Teraz już nie dopuszczę do sytuacji, żeby ci było zimno! W końcu jestem twoim piecykiem-parsknął śmiechem.
-A jednaaaag?-zaczęłam znów ziewać, ale już tak ostro odpłynęłam, że zachwiałam się. Gdyby nie szybka reakcja Pero, zapewne spadłabym na twardy, ubity śnieg. Pupa by mnie bolała przez cały kolejny tydzień.
-No weź mi tu bez takich!-jęknął Prevc-dobra, trzeba cię na barana wziąć, bo sama nie dojdziesz do pokoju.
Szatyn mnie podrzucił, a ja po chwili byłam przez niego niesiona na barana. Sen ze mną wygrał, od razu oparłam głowę o głowę Petera i odpłynęłam. Nie miałam już zielonego pojęcia, co się ze mną dzieje i co się dzieje wokół mnie.
***
Wszedł do hotelu. Wszedł, bo ona była na jego plecach. Spała. Peter doskonale wiedział, jak to wyglądało. Wcale się tego nie wstydził, tą dziewczyną była urocza Polka, dla której stracił głowę. Nagle oczy zasłonił mu jej warkoczyk, poczuł kwiatową perfumę. Mógłby ją wdychać godzinami. Strasznie ją polubił, uwielbiał spędzać z nią czas, z czasem przerodziło się to w głębsze uczucia. Tylko czy w jej przypadku jest tak samo? Młody Prevc, wędrując po hotelowym korytarzu, spotkał swoich przyjaciół z drużyny. Jurija, Jerneja i Jakę. Oni oczywiście zaczęli cwaniacko się uśmiechać na ten widok.
-Coś czuję, że nie mam szans na Klaudusię-zaśmiał się Hvala, puszczając oczko do przyjaciela. Lubił z nim żartować na wszystkie tematy świata.
-Jak słodko!-wrzasnął Jernej na cały hol.
-Ciiiii, obudzisz ją jeszcze!-walnął Damjana w łeb Tepes.
-Jak do łóżeczka ją zaniesiesz, to w czółko na dobranoc ucałuj-zaczął rozmarzać się trochę wstawiony po imprezie, aczkolwiek tylko 18-nastoletni Jaka.
-W czółko to ty lepiej sam się puknij-odpowiedział Prevc.
Po krótkiej rozmowie wyjął klucze z jej reprezentacyjnej kurtki 4F i wszedł do jej pokoju. Nie było tam Pauliny Dębickiej, szczerze mówiąc nie był zdziwiony, była dopiero 22, a wydawała mu się ona jako dusza imprezowicza. Przeniósł zatem Klaudię na jej łóżko (zgadł po stąjacych pod nim dwóch parach air maxów, które uwielbiała nosić), zdjął jej okrycie na zimę. Gdy obrócił się, zauważył na szafce nocnej pluszowego, rudego kotka. Uśmiechnął się pod nosem. Nie znał jej od tej strony! To przecież prawie taka jeszcze dziewczynka, a sobie doskonale radzi w życiu. Przynajmniej tak mu się zdaje. Wsunął jej pluszaka pod rękę. Wyglądała, jakby twardo już spała. A jednak, gdy wychodził, to usłyszał z jej ust ciche "Dziękuję" i to jeszcze specjalnie w jego ojczystym języku! "Hvala"!
Wyszedł w dobrym nastroju na korytarz, spędził wspaniały, miły wieczór. Spotkał tam jednak Macieja Kota. Polak słabo dzisiaj się bawił. Wypił tylko jednego drinka, a zatańczył zaledwie dwa razy. Nastrój jeszcze bardziej popsuł mu fakt, że Klaudia zwiała z imprezy. Gdy zobaczył Słoweńca na korytarzu, w którym są pokoje dla drużyn polskiej i czeskiej, od razu wiedział, co to oznacza. Nie wytrzymał, syknął do młodszego od siebie Prevca:
-Lepiej nie wpychaj się tam, gdzie cię nie proszą...
-A mogę wiedzieć, o czym ty mówisz?-skrzywił się Peter.
-Myślisz, że nie widzę, jak na nią patrzysz, jak się przy niej zachowujesz?!-krzyknął Maciej.
-Nie wydzieraj się, dobrze cię słyszę-odpowiedział Słoweniec.
-Powiem ci tak-zaczął Kot-odwal się od niej, skoro dobrze mnie słyszysz, to ja ci dobrze radzę.
-Bo niby co?-wyśmiał go Prevc-wyślesz mi listy z pogróżkami, zepchniesz mnie z belki startowej? Będę robił to, co będę chciał. Niczego mi nie zabronisz.
-Zgrywaj sobie niezależnego. Ale ona będzie moja i to ja z tobą wygram-twardo powiedział.
-Co, na dwa fronty działasz?-odparł szatyn.
-Jakie dwa fronty idioto?!-wrzasnął gniewnie Maciej.
-Słyszałem, że i rudowłosą fizjoterapeutkę bardzo polubiłeś. Idioto-odpowiedział pewnie Peter.
-Nie twój interes-syknął Kot.
-Nie chce mi się już ciebie chłopie słuchać, żegnam-odszedł szatyn.
-Idź sobie i nie wracaj-powiedział Polak.
Prevc szedł spokojnie w kierunku schodów prowadzących na górę, ale zanim to uczunił, zatrzymał się i powiedział przez ramię:
-Musisz zacząć przyzwyczajać się do porażek, kolego, bo ze mną przegrasz-uśmiechnął się, po czym ruszył dalej i zniknął w cieniu. Kot już nie odpowiedział. Nagle na korytarzu pojawiła się Paula, pytając:
-Co to były za krzyki?
-Nie ważne-uśmiechnął się Maciej.
-Szukam ciebie od kilkunastu minut. Nie chcesz wrócić na imprezę?-spytała rudowłosa fizjoterapeutka.
-A w sumie... Co mi tam, chodźmy-objął dziewczynę brunet, po czym udali się na ciąg dalszy zabawy.
Nawet cała doba nie minęła, a ja z nowym rozdziałem wkraczam :D Rany, już okrągła dziesiąteczka!
Wydaje mi się jakiś krótki, ale jest słodko :3 (nie tylko w sensie zajadania się pierniczkami) Jest i nawet czasem zabawnie. Za końcówkę przepraszam, w szczególności za ,,rozmowę" Pero i Maćka ;) Pozdrawiam gorąco!
Klaudia
najpierw dziękuję za ino na asku ;)
OdpowiedzUsuńsuper że nie kazałaś długo czekać i wstawiłaś nowość już dzisiaj..faktycznie wydaje mi się trochę krótszy ale nic nie szkodzi
co do końcówki i rozmowy to mnie tam taka rywalizacja się podoba (o ile wygra ją nasz Maciuś)
Nie ma za co! Zmniejszony czas czekania na nowość jest efektem weny przez duże ,,w" :) A panowie rywalizują i zobaczymy, jak to się zakończy...
UsuńPierwsze starcie Kota i Prevca! :D Robi się ciekawie.. Słodka scenka z tą czekoladą i później, teksty Jaki powalające, wstawionego po imprezce z resztą :D
OdpowiedzUsuńRobi się ciekawie i będzie ciekawie, obiecuję! ;) A Jaka.. to tylko dobra rada była pocałować w czółko na dobranoc :')
UsuńJak dla mnie rozdział jest super. Widzę, że właśnie rozpoczyna się rywalizacja o względy Klaudii ;) Ja oczywiście trzymam stronę Petera. Jest taki kochany :) Słoweńcy na korytarzu wygrali to opowiadanie, a szczególnie Jaka :D Czekam na kolejny rozdział i umieram z ciekawości jak dalej się sprawy potocxą ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę kolejnego przypływu weny :)
Zobaczymy, jak dalej ta rywalizacja będzie wyglądać ;) Haha Jaka to Jaka, ma swoje teksty :D
UsuńDziękuję i pozdrawiam :))