czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 5

Rozdział 5 z dedykacją dla Skokonators :D Dziękuję za dedyk na Twoim blogu!


 Właśnie zakończył się trzygodzinny trening na plaży z orzełkami. Cóż, wczorajsze męskie ploteczki miały swój skutek... Wrzucili mnie do baseniku dla dzieci i przez kilka minut obrywałam od nich makaronami (podłużne, wyginające się pianki, dzieci często używają tego na basenach czy jeziorach. Popularne na Mazurach, skąd pochodzę) po głowie! Miałam wielką ochotę ich zabić. Nie było to jednak potrzebne, gdyż odwdzięczyłam się strzeleniu kilku kompromitujących fotek polskim skoczkom. Mam to zapisane w chmurze, więc mogę to wszędzie zobaczyć. Słodka zemsta, przy okazji i za bilard wczorajszy.
 Mam godzinę wolnego czasu. W sam raz na wybranie stroju na wyjście. I właśnie w tym miałam dylemat. Jak tu się ubrać? Nie wiem, gdzie zaciągnie mnie Prevc. Na obiad w eleganckiej restauracji? Do stołówki? Na grilla? A może na piachu, na plaży? Nie mam zielonego pojęcia! Wszyscy Polacy byli zdziwieni, dlaczego dzisiaj tak pędzę do pokoju. Co jak co, ale ciekawscy to oni też są. Musiałam zamknąć drzwi na klucz, żeby mieć jakąś prywatność i spokój! Przez dziesięć minut i tak walili w to biedne, bezbronne, niczemu winne drewno jak opętani. Dopiero jakoś teraz pogodzili się z pewnego rodzaju "porażką". Odnoszę wrażenie, że po kilku akcjach zaczynam się ich bać. To znaczy ich pomysłów i nieco wybujałej wyobraźni. Nudzić się z nimi nie da! Nawet jeśli humor nie dopisuje- proszę się nie martwić, oni go w niedługim czasie przywrócą. Stanęłam przed walizką i zaczęłam wyjmować z niej wszystkie swoje ciuchy. Spodenki krótkie w hawajskie kwiatki? Nie, bez przesasdy. Bawarska koszula? Może mi być za gorąco, za gruby materiał jak na tutejszy klimat. Koszulka Borussi Dortmund, Marco Reusa? Uśmiechnęłam się pod nosem. Może nie dziś, teraz, ale na pewno ją założę. Trzeba pokazać, że jest się jedną z Borussen! Nasi skoczkowie to za Liverpoolem, ale szczerze przyznam, że to jeden z moich ulubionych angielskich klubów piłkarskich. Więc w tej kwestii nie powinniśmy się kłócić. A co tutaj robi ta miniówka? Nie brałam jej przecież... Nie chciałam nawet brać. Ach tak, sprawka Majki. Zapewne mi potajemnie wsadziła tą króciutką sukienkę do torby. Nalegała żebym ją wzięła, bo "muszę być sexi". Majusia dba o ubiór swoich koleżanek, troszczy się o ich kwestie miłosne. Mhm, w tym drugim mi nie trzeba pomagać. Niestety jako nie jedyna wzięła się za poznawanie mnie z niewiadomo kim. Jednak już trzeba wracać na ziemię turecką- ostatecznie wzięłam biały top, jasne jeansy-rurki. Usta przejechałam jagodową szminką, włosy zebrałam w wysoki kucyk. Teraz wystarczy tylko czekać, aż przyjdzie mój towarzysz. Nie trwało to zbyt długo. Wkrótce rozległo się pukanie do drzwi. Stał w nich Peter.
-Pokój 194?-spytał z uśmiechem.
-Tak, dobrze trafiłeś!-odpowiedziałam. Założyłam prędziutko na nogi swoje koralowe air maxy dziewiędziesiątki, po czym zamknęłam drzwi.
-Zapraszam na obiadzik-wziął mnie za rękę szatyn. Eee... poczułam się trochę nieswojo.
-A ty co tak mnie łapiesz za rękę jak swoją ukochaną?-uniosłam brwi. Kurcze, wszyscy tutaj się przewijają, a wiadomo, jak to wygląda. W myślach błagałam, żeby Słoweniec mnie puścił...
-Sorka, tak jakoś odruchowo to zrobiłem-siła wyższa, jak widać, pomogła.
-Spoko, nic się nie stało-puściłam mu oczko.
Szliśmy nadmorskim bulwarem czy tam deptakiem, nie wiem, jak tutejsi nazywają tą ścieżkę. Trochę oddalaliśmy się od głównego gmachu ośrodka. Z każdą chwilą coraz bardziej i bardziej. Wiała przyjemna bryza morska.
-Wolniej, nie musimy się przecież tak śpieszyć!-zaśmiałam się-a tak właściwie, to gdzie mnie prowadzisz?
-Jeszcze kilka minut. Robert Kranjec polecał nam, drużunie taką knajpkę z tarasem przy granicy ośrodka. Kiedyś tam był z żoną-odpowiedział Pero-mam nadzieję, że lubisz naleśniki?
-Kocham, ale tak dawno ich niestety nie jadłam!-krzyknęłam. No tak się akurat wymcknęło.
-Świetnie. Właśnie masz do tego okazję! Idziemy do naleśnikarni-uśmiechnął się chłopak.
-Cudownie! Po nocach mi się śniły nawet, a tu proszę!
-Oczywiście ja stawiam-uniósł swój prawy kącik do góry.
-Dlaczego? Mam pieniądze, nie trzeba za mnie płacić jak za małe dziecko czy królową Anglii-odparłam.
-Ale to ja cię zaprosiłem-odpowiedział z dumą w głosie.
-Aha... A to takie spotkanie w celu konsumpcji naleśników, czy randka?-wypaliłam. Po kilku sekundach doszło do mnie, że to było "co ślina mi na język przyniosła". Niestety, czasem nie przebieram w słowach. Prevc pomyśli sobie, że jestem nachalna... W sumie nie wiedział, co mi powiedzieć. Widać było, jak się zastanawia.
-Przepraszam, trochę mi żarcik nie wyszedł-podrapałam się po głowie z zakłopotaniem.
-A już chciałem lecieć do jakiegoś sklepu po bukiet kwiatów i wino-zaśmiał się Peter. Ja też parsknęłam. Kurcze, z nim to chyba zawsze można wybrnąć z niezręcznych sytuacji! Idealna cecha, nie zawsze mnie tacy ludzie otaczali w przeszłości. Teraz też krzątają się nieproszeni wokół mojej osoby. Szczególnie ten jeden blondyn, skejcik, on.Wkrótce dotarliśmy na miejsce. Podeszliśmy do baru i złożyliśmy zamówienia. Wytrawne pozycje od razu wyminęłam, patrzyłam naleśniki na słodko- te lubiane przeze mnie najbardziej.
-To gdzie siadamy?-spytałam.
-Wybór należy do ciebie-rozłożył ręce Słoweniec.
-Co powiesz na taras na górze z widokiem na morze?-zwróciłam się z uśmiechem do szatyna.
-Idealnie-powiedział, widocznie zadowolony z mojego wyboru.
Weszliśmy po schodkach na górę. Zajęliśmy stolik przy samej barierce tarasu. Była to w sumie taka szyba, a nie barierka. Widzieliśmy jak na dłoni plażę i ludzi chodzących po deptaku. Po krótkiej chwili ciszy, dosłownie po kilku sekundach Peter spytał mnie:
-Jaki macie cel na nadchodzący sezon zimowy?
-Mistrzostwa Świata w Val di Fiemme przede wszystkim-odpowiedziałam poważnie. Bo o poważnych sprawach mowa.
-My też na pierwszym miejscu stawiamy Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym-kiwnął głową Prevc.
Kelner akurat przyniósł nasze zamówienia. Naleśniki wraz z napojami. Już z daleka nie mogłam im się oprzeć, były taakie apetyczne i taak pięknie udekorowane. Nareszcie dotarły. Podziękowaliśmy ślicznie kelnerowi, potem wzięliśmy się za jedzenie. Ja zamówiłam naleśnika o czekoladowym cieście, w środku z twarogiem i truskawkami, oblane białą i gorzką, ciemną czekoladą. Pero wybrał podobnie z ciastem czekoladowym, ale jego nadzieniem był już mus malinowo-ananasowy z całymi kawałkami owoców z sosem jagodowym. Do picia oboje wzięliśmy lemoniadę arbuzową. Wzięłam pierwszy kęs. Niebo w gębie! Wyśmienite... Wszystko rozpływało się w ustach i było takie pyszne! Przymknęłam oczy z tej rozkoszy.
-I jak?-uśmiechnął się Prevc, odsłaniając swoje ubadziane malinami ząbki. Wybuchłam śmiechem na ten widok.
-Pyszne, bardzo. A u ciebie chyba też dobrze idzie, bo zęby całe w pestkach masz!-po tej wypowiedzi wybuchłam kolejną salwą śmiechu.
-Odezwało się dziecko, które całe zęby i policzki ma w czekoladzie!-odrzucił piłeczkę szatyn.
-Świetnie, do twarzy mi chociaż z tym, a tobie nie! Może chcesz spróbować kawałek mojego naleśnika?-podsunęłam mu pod nos swój talerz. Słoweniec odkroił sobie kawałek placka, a po jego przeżuciu powiedział:
-Niezły. Ty też w takim razie weź trochę ode mnie.
-Też mi smakuje. Ej ale na serio jestem tak bardzo brudna od czekolady?-skrzywiłam się. Szatyn kiwnął twierdząco głową-jest tu jakieś lustro?
-Nie, łazienka w remoncie męska i damska... Ale daj serwetkę. Pomogę ci-odpowiedział.
-Okej. To muszę się do ciebie przysunąć-manewr jednak mi się nie udał. Krzesła w tym lokalu są przymocowane do podłoża-o nie! Mam przed tobą uklęknąć?-parsknęłam.
Chwilę zaczęliśmy się zastanawiać, co by tutaj wymyślić. Pierwszy odezwał się Prevc.
-Siadaj mi na kolana. Innego wyjścia nie ma-wzruszył ramionami. Ja więc zrobiłam tak, jak powiedział. Usiadłam mu na kolana, a on zaczął mi usuwać czekoladę z twarzy za pomocą serwetki. Z boku wyglądało to, jakbym była jego córeczką, ale ten wariant odpada, bo jestem za duża. Pozostaje druga myśl: ci dwoje są parą. Ale to nie tak ma wyglądać, po prostu pomoc w małym wypadku przy jedzeniu. Ciężko powiedzieć że przy pracy, bo zawodowym przeżuwaczem naleśników nie jestem. Peter łagodnie ocierał chustką moją buzię, robił to spokojnie, jakby ocierał jakąś rzeźbę Michała Anioła... Kątem oka zobaczyłam, jak na deptaku spaceruje Maciek z Piotrkiem. Kot popatrzył w naszą stronę... Ale chyba nie chciałby drugi raz tego widzieć, takie były moje odczucia. Gdy zobaczył nas, jego wzrok od razu się zmienił. Na Petera patrzył, jakby chciał go rozszarpać na milion kawałków. Ale dlaczego? Czy Kot jest o mnie... zazdrosny? Czy co? Jego zachowanie w ostatnich dniach i szczególnie teraz daje sporo do myślenia...
-Już?-spytałam, gdy zobaczyłam, jak Słoweniec odkłada trochę zabrudzoną od czekolady serwetkę.
-A co, wygodnie?-zaśmiał się Prevc.
-Lepiej niż na łóżku wodnym-burknęłam. A on w tym momencie zaczął mną podrzucać jak małym dzieckiem.
-Hopsasa!-krzyknął, z trudem tamując swój śmiech.
-Prevc, ogarnij się!-jęknęłam.
Wróciłam chwilę później na swoje miejsce. Pero uparł się i to on zapłacił rachunek. Już znalazłam pierwszą cechę, która go łączy z polskimi skoczkami! Do hotelu wracaliśmy wesoło rozmawiając po drodze. Podeszliśmy wkrótce pod moje drzwi, drzwi numer 194. Pożegnaliśmy się. Peter jeszcze powiedział:
-Lubię cię-uśmiechnął się lekko.
-Ja ciebie też polubiłam-odpowiedziałam, odwzajemniając słoweńskiemu skoczkowi uśmiech. Kurde, ja naprawdę go lubię. To było fajne popołudnie. Miło spędzone. Zaś dręczy a zarazem ciekawi mnie Kot, dokładniej to jego zachowanie. Bardzo dziwne i podejrzane.


Już okrągła piąteczka, jeśli chodzi o rozdziały! Ale na razie nie będę robić urodzin temu blogowi ;) Mamy na to spooro czasu. Przyjemnie mi się to pisało, mam nadzieję, że z czytaniem będzie chociaż minimalnie podobnie..
W odpowiedzi na jeden z komentarzy wspomniałam o pomyśle na pewien motyw. Bardzo się tym zachwycam, najchętniej teraz bym to napisała i wstawiła, ale kolejność musi być :D Podpowiedź (ale mini) co to może być dam w next. A jak ktoś chce teraz zgadywać.. Proszę bardzo! :)

Klaudia



3 komentarze:

  1. Nie ma za co :) A ja bardzoooo dziękuję :*
    Haha :D Kiciuś zazdrosny, a Pero zakochany <3
    Rzowaliła mnie scenka jedzenia ich naleśników *,* No po prostu musiało wyglądać to mega komicznie :D
    A co do basenu to ja bym ich na miejscu tam powrzucała- no... Chyba, że dostała taki zakaz :))
    Szkoda, że Jaki z nimi nie było :P
    Czekam z niecierpliwością na nexta, bo po prostu kocham to opowiadanko :D <3
    Mam nadzieję, że wpadniesz do mnie na nowy rozdział, bo jeszcze Cię tam nie było :P
    Pozdrawiam, weny i miłego wypoczynku ;***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, odpisałam na ten komentarz za pierwszym razem tam, gdzie nie trzeba :D
      Może trochę i szkoda, że nie było Jaki, ale ma to kilka plusów. Nie doszłoby do pewnych scen, które miały miejsce bez jego udziału ;3
      Wena jest! ;) Pozdrawiam, nawzajem miłych wakacji!

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Śmiało komentujcie, przedstawiajcie swoje opinie! ;)