niedziela, 15 czerwca 2014

Rozdział 3


 Ranny ptaszek, mimo, że wczoraj wieczorem padała z nóg i prędziutko zasnęła, to teraz latała wczesnym rankiem i nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Tak, mowa tu o mnie. Była chyba 6.00 a ja ogarnięta (ubrana, umyta) łaziłam po pokoju. Po nudach, śmiertelnych niemalże, nadeszła pora nieco normalniejsza. Zadzwoniłam do domu porozmawiać trochę z rodzicami. Na szczęście, również już nie spali. Byli ciekawi, jak to jest ze skoczkami pracować, jakie są moje obowiązki zawodowe. Ja o wszystkim dokładnie mówiłam, nie szczędziłam szczegółów, zarówno tych elektryzujących, jak i tych nieco mniej ciekawszych.
-Wybacz mamo, ale muszę kończyć, buziaki-musiałam przerwać rozmowę, gdyż ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam. A, to tylko moje śniadanie, kompletnie zapomniałam, że zamówiłam je do pokoju! Podziękowałam pracownicy hotelu, po czym położyłam talerz na stoliku. Zaczęłam smarować dwie kromki chleba razowego dżemem malinowym. Potem się już tym tylko zajadałam. Spojrzałam na zegarek na ścianie. Mam pół godziny jeszcze do dyspozycji. Zachciało mi się pić. Postanowiłam kupić mrożoną herbatę brzoskwiniową- Nestea. Założyłam na nogi pierwsze lepsze air maxy, po czym zeszłam piętro niżej. Tam właśnie był najbliższy automat z napojami. Korytarz był pusty. Ciekawe, kto tutaj mieszka... Podeszłam do automatu. Wybrałam guzik z Nestea Peach, wrzuciłam do dziurki pół euro... No i czekałam, aż wyleci butelka napoju. Czekałam i nic. Zaczęłam się niecierpliwić, gdzie jest moje picie?! Walnęłam ręką w tę kupę złomu. Nic. Powtórzyłam swoje desperackie ruchy. Nic! Wkurzyłam się, kopnęłam automat z całej siły. Miałam nadzieję, że chociaż to poskutkuje, ale przeliczyłam się. Nagle jakaś silna ręka uderzyła w okolicę wydawania butelek i.. pyk. Wyleciała schłodzona Nestea. Uniosłam wysoko brwi i wytrzeszczyłam oczy. Ten ktoś nieźle w to zawalił. Obróciłam się. Oto przed moimi oczami stał Peter Prevc, uśmiechnięty od ucha do ucha. Ja także odwzajemniłam dla Słoweńca uśmiech. Byłam pod sporym wrażeniem, nie potrafiłam wydusić słowa, no właśnie, podziękować. Staliśmy w ciszy nieustannie szczerząc się do siebie. Postanowiłam to przerwać:
-To ty, zdolniacha z Vancouver?-spytałam.
-Oj tam, zdolniacha-odpowiedział młody Prevc z życzliwością w głosie.
Pamiętam bardzo dobrze ZIO Vancouver 2010. 17-stoletni wtedy, nowopoznany przeze mnie teraz Peter, zajął siódme i czternaste miejsce. Zainteresował się nim cały świat skoków. Owszem, najbardziej interesowała mnie walka naszego Małysza z Simmonem Ammanem o mistrzostwo olimpijskie, ale tamten Słoweniec zapadł mi wtedy w pamięć. Moim zdaniem to kandydat na jednego z najlepszych skoczków za niedługi czas. Będą z niego ludzie, w sumie to i tak już ma spore konto sukcesów. Dobre to na start!
-Dziękuję za drobną pomoc-mam wrażenie, że wtedy chyba słodko się uśmiechnęłam. Ups, nie wiem, czy to zbyt dobrze wyglądało, ale to nic.
-Jestem Peter Prevc, możesz mówić mi Pero-wyciągnął rękę w moją stronę-a ty, dla jakiego teamu pracujesz?
-Ja jestem Klaudia Krzatkowska, polska fizjoterapeutka. A, no i oczywiście że wiem, kim jesteś-zaśmiałam się.
-Tak myślałem, że Polka!-lekko wykrzyknął.
-Aż tak bardzo zaciągam?-skrzywiłam się, zaczynając powątpiewać w swój akcent.
-Nie, nie! Po prostu oboje jesteśmy Słowianami, da się rozpoznać...-zaczął tłumaczyć Pero. Tak, Pero, skoro mogę tak mówić, to czemu nie? Ciekawy argument, "We are Slavic".
-Nie wpadłabym sama na taki pomysł!-odpowiedziałam wesoło. Szatyn spojrzał na swój zegarek na ręku. Widoczny był jego przodozgryz, była to już jednak dość poważna wada zgryzu. Starałam się jak najmniej patrzeć na jego brodę, żeby nie robić przykrości utalentowanemu skoczkowi.
-Słuchaj, chętnie jeszcze bym z tobą pogawędził, ale muszę uciekać na treningi, bo Goran Janus mnie ukatrupi!-westchnął Słoweniec.
-Naprawdę nie ma problemu, ja też zaraz mam z drużyną zajęcia na siłowni-uśmiechnęłam się.
-No więc miło mi było ciebie poznać!-podrapał się po policzku Prevc.
-Mnie także-odpowiedziałam.
-Myślę, że się jeszcze spotkamy?-zapytał wesoło.
-Z pewnością, w końcu oboje trenujemy w tym samym ośrodku!-zaśmiałam się. Rozeszliśmy się w swoje strony. Otworzyłam swoją Nestea. Peter szczerze mówiąc, jest bardzo fajny. Polubiłam go i mam nadzieję, że nieraz tutaj go spotkam. Znów wędrowałam po swoim piętrze. Zauważyłam, jak z naprzeciwka idzie Maciek.
-A ty gdzie?-spytałam, śmiejąc się równocześnie.
-Na dół idę kupić sobie Sprite'a-odpowiedział Kot.
-Nie idź tam! Tam nie działa!-krzyknęłam. Szczerze, nie rozumiem, dlaczego tak panicznie.
-To dlaczego sączysz to, co sączysz? Chodziłaś do baru?-uniósł brwi brunet z zaciekawieniem.
-Nie, po prostu pomógł mi Peter Prevc-odparłam dumnie.
Koteł zagwizdał zalotnie.
-Już znajomości?-parsknął śmiechem. Wystawiłam mu język, ten po chwili zrobił to samo. Ha-ha, very funny!
Wróciłam do pokoju. Miałam nadzieję, że sobie odpocznę przez te 5 minut, ale nie. Karola musiała zadzwonić. Co nieco jej zaczęłam opowiadać.
-A masz na co popatrzeć?-wypaliła. No pięknie, tylko takie rzeczy jej w głowie!
-Dzisiaj mam pierwsze zajęcia na plaży, Karolina, ogarnij się, nie na tym moja praca polega...-burknęłam.
-No wiem... A poznałaś już kogoś z branży?
-Tak. Przed chwilą poznałam Petera Prevca-odpowiedziałam. Siostra wybuchła śmiechem. Nie wiem, co go wywołało. Ja przecież nic takiego nie powiedziałam, żeby tak ona zaczęła rżeć. Gdy trochę się opanowała, powiedziała:
-Wiesz, zawsze mnie zastanawiało, czy ta jego broda w powietrzu jak leci to go nie hamuje!
-Karola! Jesteś podła, wstydziłabyś się!-odpowiedziałam, karcąc siostrzyczkę zachowującą się bardzo niekulturalnie.
Po kilku minutach musiałam kończyć, bo nadeszła pora na rozgrzewkę na siłowni. A po tym... Plaża, co zesłało na drużynę powszechny entuzjazm. Treningi na deskach surfingowych bardzo przypadły chłopakom do gustu. Dzień udany i nareszcie obfity w pracę i treningi!
*
 Kolejny dzień trenowania. Zmierzaliśmy, polska drużyna, na plażę. Skoczkowie biegli truchcikiem, w celu mini rozgrzewki. Dotarliśmy wkrótce na miejsce. Piach był strasznie gorący, stopy piekły okropnie. Wyjściem z tej niezbyt miłej sytuacji było albo przejście do cienia, albo założenie z powrotem swojego obuwia.
-Ahahah! Klaudia skacze po tym piachu jak koza na Podhalu!-krzyknął Kubacki. Polacy wybuchli śmiechem.
-Bardzo zabawne! W takim razie i wy sami przestancie lansować się tymi Crocs'ami i zdejmijcie je-burknęłam urażona. Wszyscy zciągnęli klapki i... rozległ się donośny pisk. Skrzywiłam się z Kruczkiem i Gębalą, ten dźwięk był iście okropny dla naszych uszu.
-To jakaś masakra!-wrzasnął na całą plażę Krzysiek Miętus przy akompaniamencie kolejnej serii jęków cierpienia kolegów.
-Wy jesteście gorsi niż baby-złapałam się za głowę-lepiej będzie, jak rozpoczniemy treningi.
-O właśnie. Widzicie tam z daleka kosze z piłkami fitness? Właśnie tam idziemy-powiedział trener.
Przemieściliśmy się do bardziej cienistego miejsca. O niebo lepiej, niż tam. Łukasz zaczął tłumaczyć swoim podopiecznym ćwiczenie. Zadaniem skoczków było stanie na piłkach i utrzymanie się na nich przez jakiś czas. Z nienaganną pozycją, naturalnie. Na początku było ciężko, zarazem doszło do kilku ciekawych sytuacji. Ale potem zaczęło się udawać. Trening okazał się sukcesywny. Taki był plan, z resztą! Na koniec wszyscy kąpaliśmy się w wodzie. Fantastyczna była. Czysta, cieplutka!    Wróciliśmy do pokoju w przerwie pomiędzy następnymi zajęciami. Rzuciłam się na łóżko, trochę chilloutu się przyda. Włączyłam laptopa i weszłam na facebooka. Nic ciekawego, wszyscy wstawiają zdjęcia ze swoich wakacji. Już chciałam się wylogować, ale napisał do mnie. Napisał do mnie Michał.

Czy ty przypadkiem nie masz treningów? :p

Co? Jak on śmie mi takie coś napisać? Niech pilnuje swojego nosa i swojego skate parku! Zagryzłam dolną wargę ze złości. Nie wiedziałam, co mu odpisać... Dobra, już.

Nie twój interes! Czego chcesz?

Odpisał błyskawicznie.

Zapytać się co słychać u przyjaciółki :D

Bardzo śmieszne, mnie jakoś to nie rozbawiło. Nie chcę z nim pisać, ale jeśli ma się ode mnie odczepić, to wolę w ten sposób, niż w cztery oczy. Oby nie skończyło się tym, że do niego wrócę. On nadal ma kontakt z tym powalonym Areczkiem i nie wierzę, że przestał z nim balować! To znaczy... ćpać. O to poszło. Nie dawałam rady z faktem, że mój 16-stoletni chłopak pije, pali, nie wraca na noc do własnego domu, a w to wszystko wciągnął go Arek ze swoimi ziomami. Michał uważa mnie za przyjaciółkę? Kilka dni temu gadał, że chce ze mną być. Dobra, nie mój problem... "Nic do niego nie czuję"-i tak ma być, tak mam utrzymywać w swojej podświadomości. Popisałam z nim o niczym (naprawdę), a potem pełna mieszanych uczuć poszłam na popołudniową sesję treningów. Piotrek od razu zauważył mój mały mętlik w głowie.
-Hej, co cię gryzie?-spytał troskliwie.
-Pewna osoba, ale to bardziej dotyczy przeszłości nieco bardziej odległej-odpowiedziałam z lekkim uśmiechem-z resztą, nieważne, już jest okej.
 Trening przebiegł prawidłowo, bez utrudnień. Cała nasza polska kadra przechadzała się później po deptaku przy plaży. Słoneczko przyjemnie przypiekało mi policzki. Fale kilkanaście metrów dalej obijały się o piaszczysty brzeg Morza Śródziemnego. Można było nieźle nawdychać się jodu! Raj dla płuc!
-Jutro to ja muszę znaleźć miejsce, w którym jest stół bilardowy!-krzyknął Klimek.
-Ooo, ja też bym sobie zagrał rundkę w snookera-powiedział Kamil, uśmiechając się pod nosem.
-W barze, nie wiedzieliście?-uniósł brwi Kot. Zaczęłam się śmiać, wyglądało to bowiem komicznie.
-Co ci jest?-parsknął Krzysiu.
-Skarb ją rozbawił swoimi brwiami zapewne-odpowiedział mu trener Kruczek.
-Masz absolutną rację, trenerze!-kiwnęłam twierdząco głową.
Na horyzocie pojawili się hmm.. to są chyba Słoweńcy. Co ja wygaduję, przecież to na pewno drużyna SloSki. Nasi wymienili się z nimi uśmiechami. Ale gdy z grupki wyłonił się Peter Prevc, Maciek zaczął na mnie tak jakoś figlarnie patrzeć. Słoweniec podszedł do mnie i Kocura, przywitał się z nami. Znów do mnie się tak ślicznie uśmiechał, jak wczoraj. Gdy odszedł ze swoją drużyną, nie musiałam długo czekać, aż Kocur zacznie mi dogryzać z powodu szatyna.
-Z tobą się przywitał jako pierwszy...-szepnął.
-Bo może jestem kobietą?-odrzuciłam nieco nerwowo.
-Która mu wpadła w oko?-oschle odpowiedział. No ale dlaczego tak oschle?
-A masz coś do tego?-spytałam zimno.
-Tak, mam!-warknął, po czym poszedł sobie do Żyły, mnie zostawił. Nie sądziłam, że taki jest. Zazdrosny? Ale O CO? O co, się pytam. Będzie tak reagować na każdego skoczka, jakiego poznam? To ja dziękuję. Poszłam dostąpić towarzystwa dla polskiego szkoleniowcy i Grzegorza.
 Wróciłam do pokoju wkurzona. Nadal nie rozumiem sytuacji sprzed kilkunastu minut. To było chore, zachowanie Macieja było chore! Raptem po pokoju rozległo się pukanie do drzwi. Poszłam otworzyć. Był już wieczór, niebo zaczęło się ściemniać.
-Czego chcesz?-rzuciłam sucho. W drzwiach stał młodszy z braci Kotów.
-Chcę cię bardzo przeprosić za moje beznadziejne zachowanie.
-Wiem, że było beznadziejne. To wszystko?-skrzyżowałam ręce.
-Nie! Nie zamykaj tych drzwi. Wiedz, że nic nie mam do tego, że poznajesz innych skoczków. To, co powiedziałem, miało jedynie wywołać rozluźnienie atmosfery, a nie jej zepsucie. Nie wiem, co na końcu naszej rozmowy mi do głowy strzeliło. Przepraszam-zaczął się tłumaczyć brunet.
-Dobra, niech ci będzie. Przeprosiny przyjęte-przewróciłam z grymasem oczami.
-To może zaprosisz mnie do środka na jakieś kakałko?-uśmiechnął się Maciej.
-Nie... Ja chcę już spać, dobranoc-bąknęłam, po czym zamknęłam mu przed nosem drzwi. Ups, tak wyszło...
W piżamie, ostatni raz się przeciągnęłam i położyłam do łóżka. Na początku śniły mi się góry i jakaś tęcza, zielona polana. Czyli wszystko w porządku. Później już tak miło nie było. Cmentarz, groby, brrr. Nienawidzę tego. A może tolerujesz, tylko teraz ci przeszkadza? Żywe trupy?! Dosyć, dosyć, zabierzcie mnie stąd!! Zerwałam się na równe nogi. Pierwszy raz od naprawdę dawna śnił mi się koszmar. Rozejrzałam się po ciemnym pomieszczeniu. Turcja, hotel, wszystko się zgadza. Uffff. Postanowiłam pójść na taras zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. To, co tam zastałam zdziwiło mnie troszkę. Na tarasie siedział sobie Kamil. Usiadłam obok niego.
-Problemy ze snem?-spytał troskliwie.
-Niestety. Pierwszy raz od dawna-westchnęłam.
-Mnie dręczy coś innego, problemy życia codziennego-uśmiechnął się Stoch, jednak zauważyłam, jak maskuje przede mną swój smutek.
-I ja mam swoje problemy, jak każdy z resztą-poklepałam przyjaciela po plecach, próbując dodać mu otuchy.
-Masz może jakieś ziółka nasenne? Meliskę?-zapytał.
-Meliskę. Chodź, zaparzę dla nas obojga-podałam mu rękę. Usiedliśmy przy stoliczku. Wyjęłam z szafki dwie saszetki mieszanki ziołowej, zaczęłam grzać wodę w czajniku elektrycznym, w który był wyposażony już mój pokój. Porozmawialiśmy trochę o życiu... Gdy woda była wystarczająco zagotowana, zalałam nią szklanki z melisą. Po kilku minutach mikstura była gotowa do spożycia.
-Fajna piżamka-zaśmiał się Stoch.
-Dzięki-uśmiechnęłam się-trzymaj, kubeczek tego napoju z pewnością nam pomoże.
Piżama moja? Brzoskwiniowa bluzka z uśmiechniętą buźką misia, a spodnie długie, czarne, ze ściągaczami przy kostkach i... w pomarańczowe napisy "zZz...". Potem przenieśliśmy tematy na te bardziej zawodowe.
-Angielski umiesz dobrze, więc zero problemów-powiedział lider polskiej drużyny.
-Angielski tak, umiem też francuski na podobnym poziomie. Tylko z niemieckiego powinnam wziąć jakieś korepetycje, trochę z głowy mi wyleciał-odparłam.
-Wiesz, Austriacy są blisko, możesz spytać Gregora o kilka lekcji, z pewnością ci pomoże! No dobrze, kochana, to ja spać idę próbować, chyba już odpływam... Dzięki za wszystko, zbawiłaś mnie, do jutra!-podziękował Kamil, po czym zieeewnął.
-Dobranoc!-powiedziałam. Wkrótce zostałam sama w swoim pokoju. Odstawiłam kubki, zgasiłam lampkę nocną. Ku mojej myśli, szybko odpłynęłam w krainę Morfeusza. I już bez żadnych problemów.




Hejka! Dzisiaj wstawiam post o bardziej przyzwoitej długości, niż wczoraj. Już może co nieco się kształtuje. Podejrzane zachowanie Kota? Akcja zacznie nabierać szczegółów. Ale spokojnie, wszystko wyjaśni się z czasem! Jeszcze do końca tej bajeczki długa droga :) Miłej niedzieli wszystkim!

Klaudia


2 komentarze:

Śmiało komentujcie, przedstawiajcie swoje opinie! ;)