wtorek, 24 czerwca 2014
Rozdział 4
Siedziałam w barze ośrodka w tureckiej Antalyi i piłam leniwie koktajl z truskawek i bananów. Miałam już całe popołudnie dla siebie, wolne. Korzystałam z chwili siesty. Czas na odprężenie, czas-marzenie. Myślałam, że reszta dzisiejszego dnia też będzie spokojna. Ale nie, no zapomniałam, przecież ja pracuję z Żyłą i spółką! Nagle do baru wszedli Polacy. Stoch wziął mój napój, Dawid złapał mnie za ręce, Pietras za nogi. Zaczęli mnie przenosić niewiadomo gdzie. Co oni wyprawiają?! Porywają gdzieś, czy co?! Reszta polskich skoczków szła obok jak jakaś obstawa, ochrona. Wszyscy ludzie akurat przebywający w barze patrzyli na ten cyrk, śmiejąc się w niebogłosy. Zauważyłam, jak na tą scenkę przyglądali się Peter Prevc i Jaka Hvala... W sekundę zrobiłam się czerwona na twarzy jak burak. Nie wiem, co zrobię chłopakom, miałam ochotę nie wiem, co im zrobić! Polski pochód zatrzymał się przy stole bilardowym. Nareszcie? Natychmiast się wyrwałam i wrzasnęłam na cały lokal:
-Czy was powaliło?! Na głowę padliście?!!
Stefan Hula zpuścił nisko wzrok.
-Przepraszamy... Mocno jesteś zła?-spytał.
Wzięłam głęboki oddech, po uspokojeniu się powiedziałam:
-Dobra, niech wam będzie, ale zrobiliście ze mnie tutaj straszne pośmiewisko-otrzepałam się-a mogę wiedzieć, do czego potrzebna była taka akcja terrorystyczna?
-Pomyśleliśmy, że będziesz chciała z nami w bilard pograć-odpowiedział na moje pytanie Miętusek.
-I tylko do tego potrzebne było to całe zamieszanie?-spytałam.
-Ehh... Tak wyszło...-szepnął zmieszany Dawid.
-No okej, to dawajcie mi ten kijek, nie będziemy już roztrząsać tamtego tematu-wydałam polecenie.
-A nie potrzebujesz lekcji? Ode mnie? Umiesz w to grać?-zwrócił się do mnie Murańka.
-Oczywiście, że umiem!-podniosłam głos nieco urażona, wyrwałam Stochowi z dłoni szklankę z moim koktajlem, której najwyraźniej zapomniał mi zwrócić.
Zaczęliśmy grę. Pierwszy rozgrywał Kubacki. Udało mu się trafić w dwóch kolejkach, w trzeciej minimalnie przestrzelił. Potem był Klimek, Kocur. Najlepiej do tej pory wypadł ten ostatni. Przyszła moja kolej. Akurat wypiłam już swój cały napój, postawiłam go na stolik. Przetarłam dziób kija niebieską kredą.
-Poczekajcie, ja tylko odniosę szklankę Klaudii, trochę tu przeszkadza!-chwycił naczynie Kot i szybko pobiegł do baru. Od razu posypały się śmiechy "nasz Maciuś idealista" ze strony chłopaków. Największy idealista drużyny wkrótce wrócił. Ułożyłam się do strzału. Sytuacja na stole bilardowym była nieciekawa. Skupiłam swój wzrok na bili. Ale czułam, jak wszyscy nachylają się i wścibsko patrzą na każdy mój ruch. Nie wytrzymałam. Rozprostowałam się.
-Czy przestaniecie się tak gapić?!-wycedziłam.
-Co, presja bierze?-uśmiechnął się cwaniacko Maciek.
-Skoro ty ją u mnie wywierasz!-jęknęłam bezradnie.
-To się pressing nazywa, kotku-odpowiedział brunet. Popatrzyłam dziwnie na bruneta. Jaki pressing? Jaki kotek?! Postanowiłam wznowić próbę oddania strzału. Uff, udało się! Chłopcy zaczęli bić mi brawa. Przy kolejnym strzale już niestety się nie udało. Znowu spojrzałam na Kota.
-Nie mów tak do mnie, dobrze?-cicho powiedziałam.
-Cóż, muszę ulec-rozłożył ręce. Ostatecznie mecz wygrał właśnie Maciej. Myślałam, że zagramy od razu jakiś rewanżyk, ale Kubacki nagle mi oznajmił:
-Nie obrazisz się, jak cię tutaj zostawimy? Mamy do obgadania męską rozmowę w moim pokoju!
-Nie ma problemu. Ach, przecież faceci gorzej plotkują jak dziewczyny-uniosłam do góry jeden kącik ust.
-Oj tam-puścił mi oczko Kamil.
Skoczkowie zmierzali w stronę wyjścia, chociaż to nie było tak efektowne, jak ich wejście. Maciek wychodząc z baru szepnął mi do ucha:
-Zawsze możesz dołączyć do swojego przyjaciela...
Wystawiłam język dla bruneta. Odwal się ode mnie dzisiaj już Kocie, wyjdzie ci to na dobre.
Usiadłam przy szklanym stoliczku. Nie miałam zajęcia... Rozpoczyna się chyba właśnie epoka nudów. Zanosiło się na to, że będzie tak samo długa, jak kamienia. Zauważyłam jednak, jak w moją stronę zmierzają dwie osoby. Dwie wysokie sylwetki, które chyba znam z telewizora. Bez pytania dosiedli się do mnie. Peter Prevc ze swoim kolegą z reprezentacji, Jaką Hvalą. Ten drugi podał mi mohito, bezalkoholowe (skąd on wiedział, że nie piję?).
-Dziękuję! Czy ta akcja na początku aż tak komicznie wyglądała?-zaczęłam rozmowę. Słoweńcy tylko się uśmiechnęli. Czyli że tak, zrozumiałam doskonale ich przekaz.
-Trochę. Ale tylko trochę-odpowiedział po chwili Prevc. Mhm, tyle sztuczności w tym było, że nie dało się w to uwierzyć. Reakcja innych ludzi była najlepszym dowodem na to, donośny śmiech. Każdemu się zdarza, może zdarzyć...
-A, bo ja ci się nie przedstawiłem jeszcze-podał mi rękę młodszy z podopiecznych Gorana Janusa-jestem Jaka Hvala!
-A ja...-zaczęłam, ale Jaka po chwili wciął mi się w pół słowa:
-Pero mi o tobie opowiadał, wiem, Klaudia. Super imię, muszę cię skomplementować!
-Dobrze wiedzieć, Peterze! I dziękuję, Jaka?-zaśmiałam się.
-Pytali mnie, z kim tak się witałem wczoraj, to powiedziałem...-odpowiedział Prevc z miną niewiniątka.
-Masz ładny kolor oczu. Taki zielonkawy!-pokręcił głową Hvala, znów prawiąc mi komplementy.
-Dziękuję!-uśmiechnęłam się szeroko.
-Hmm... A co powiecie na obiad jutro? Wyskoczymy gdzieś razem?-zapytał Pero.
-Ja niestety mam spotkanie po południu z trenerem, musicie pójść sami-zrobił smutną minkę Jaka-tak chętnie bym się z wami wybrał!
-To co, Klaudia? Idziemy sami!-popatrzył mi w oczy Prevc.
-W takim razie przyjdź jutro o czternastej pod pokój 194-odpowiedziałam.
-Doskonała godzina-uśmiechnął się Peter.
-I doskonałe towarzystwo!-krzyknął Hvala.
-Weź, bo przez ciebie cały czas zarumieniona siedzę-zatrzepotałam teatralnie rzęsami.
-Jakuś likwiduje swoją nieśmiałość-szepnął Pero-i mu chyba wychodzi...
-Nie stresuj mnie, Prevc. Bo zaraz ja się zarumienię i popłaczę przy okazji. A tego nie chcesz, prawda?-spytał młodszy ze Słoweńców.
-Oczywiście, że nie chcę. Zbyt bardzo mi na tobie zależy...-odpowiedział, z trudem hamując śmiech.
-Mmm, jak rodzinnie-zaśmiałam się, popijając swój napój.
Posiedzieliśmy w knajpie jeszcze z grubo ponad godzinę. Towarzyszyły nam zabawne rozmowy i śmiechy. Świetne uwieńczenie dość ciekawego i obfitego w atrakcje popołudnia. Po pasjonującym bilardzie, przed którym był bardzo oryginalny tramsport do stołu do gry w ten sport. Nowopoznany przeze mnie Jaka Hvala jest uroczy, kolejna osoba, którą polubiłam! Jutro czeka mnie dodatkowo lunch z Peterem. Akurat po zajęciach na plaży, na pewno będę głodna- przynajmniej tak mi się zdaje...
Po ponad tygodniowej nieobecności melduję się z nowym rozdziałem :D Wyszło tak ze względu, że w ostatnim czasie po głowie chodzą mi tylko francuskie słowa, zdania, gramatyka. Wolałam więc z pisaniem nie ryzykować ;) No to... À bientôt! :))
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Mmmm... Jak uroczo :D
OdpowiedzUsuńJaka taki sweet'aśny, że nie wiem *,* <3
Pero jaki gentelamen :)))
Transport orginalny- potwierdzam :P Sama to nie wiem czy bym chciała, ale jeśli skoczkowie to owszem, owszem :D
Ciekawe jakie to tam ploteczki są :P Oj coś się boję, że chłopcy coś wymyślą :D I to nie byle co!!! xD
Jeszcze dziś pewnie nowy u mnie- już zapraszam :)
A teraz takie pytanie: Czy też masz takiego dziwnego bloggera? :/ Że tylko 1 rozdział się wyświetla? :/ Beznadziejne to, masz jakieś może na to sposoby? :)
Pozdrawiam ;* Oby rozdziały pojawiały się częściej :P
P. S. Może wiesz może nie- Kocham pisać długie komentarze, może nie takie długie, ale przyzwoitej długości :)) :*
Na pulpicie "nawigacyjnym" już zauważyłam nowy rozdział na Twoim blogu :) U mnie się pojawiają normalnie rozdziały, po kilka, ale może to tylko tak na początek dobrze.. Iż mnie jeszcze to zjawisko nie zastało, nie mam na razie żadnych patentów ;)
OdpowiedzUsuńDla mnie też się bardzo podoba postać Jaki :D nie raz będzie tyle słodkości za jego sprawą.. A Peter to taki kulturalny chłopczyk, panie przodem :D Polacy to nie ostatni raz zgotują numer Klaudii i nie tylko, ale tak czy siak, mimo wszystko, ciężko ich nie lubić!
Co do długich komentarzy- za to ja kocham takie czytać! Rozdziały... Będą na razie częściej, bo wymyśliłam pewien motyw- i sama nie mogę doczekać się przyjemności z pisania tego :3 Pozdrawiam!